Reklama

Ataki na Grodzkiego. Śmierć Adamowicza niczego nas nie nauczyła

Całkiem łatwo zabić gazetą muchę. Równie łatwo człowieka. A jeszcze łatwiej lekarza. Można mu nieuczciwie zarzucić błąd lekarski albo niechlujstwo. A najprościej łapówkę. Ta dyskredytuje go najbardziej, bo stawia w sytuacji szafowania ludzkim życiem za pieniądze, zwykle niewielkie kwoty, grabione prostym ludziom. Tak zresztą niegdyś bywało. W Polsce ludowej, państwie strukturalnego niedoboru, tzw. dowody wdzięczności dla lekarzy były normą. Rolnicy przynosili do gabinetów jajka i pęta kiełbasy, inteligenci – butelki koniaku. Darczyńcom wydawało się, że odpowiednio „doceniony" lekarz będzie bardziej się starał. Będzie sumienniejszy wobec pacjenta. Lepiej go wyleczy. Czy to się zmieniło? Niewątpliwie.
Ataki na Grodzkiego. Śmierć Adamowicza niczego nas nie nauczyła

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Reklama

Czasy niedoboru mamy za sobą. Ale resentyment pozostał i to właśnie on jest etycznym tłem, na którym rozgrywa się hejt na marszałka Grodzkiego. Hejt wobec lekarzy w Polsce dotąd niespotykany. A przecież funkcje publiczne ważni przedstawiciele tego zawodu w trzydziestoleciu już pełnili. Pominę ministrów zdrowia – Religę, Maksymowicza, Łopińskiego, Zembalę czy dziś Szumowskiego. Ewa Kopacz była nawet premierem. A Stanisław Karczewski, przed Tomaszem Grodzkim – marszałkiem Senatu. Teoretycznie z tych osób każda mogła być potencjalnym celem takiego hejtu, ale wobec żadnej nie miał on dotąd miejsca. Owszem, próbowano zabić w ten sposób przed laty Jerzego Owsiaka, atakowano Donalda Tuska i śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama