Reklama

Szułdrzyński: Co nam mówi instrukcja, jak nie obrażać królowej, Kate i Meghan

Jednym z największych paradoksów ostatnich lat są konsekwencje brexitu. Głosując za wyjściem z Unii, Brytyjczycy przekonywali, że członkostwo we Wspólnocie ogranicza potęgę Wielkiej Brytanii, brexit zaś przyniesie temu państwu wielkość. W wizjach tzw. brexiteers to Unia miała upaść, a Wyspy kwitnąć. Po trzech latach od zainicjowania procedury rozwodu Unia ma się jednak znacznie lepiej niż Brytania.
Szułdrzyński: Co nam mówi instrukcja, jak nie obrażać królowej, Kate i Meghan

Foto: AFP

Reklama

I nawet nie chodzi o to, że nie udało się jak dotąd podpisać żadnej umowy mającej uregulować planowany jeszcze niedawno na przyszły weekend brexit. Chodzi raczej o to, że ostatnie lata pokazały, w jak głębokim kryzysie znalazły się brytyjskie instytucje. Rząd regularnie przegrywa głosowania, dwie główne partie, które były strażnikiem systemu politycznego, podzieliły się każda na dwie, a nawet trzy frakcje. Coraz ważniejszą osobą staje się przewodniczący parlamentu, który pilnuje stabilności ustroju państwowego w sytuacji, gdy rząd nie ma poparcia we własnej partii. Ale trudno mieć pretensje do premier Wielkiej Brytanii, która zresztą sama była zwolennikiem pozostania kraju w UE. Po prostu system nie jest w stanie w tej chwili udźwignąć chaosu wywołanego wielością frakcji i stanowisk – jedni chcą zatrzymać brexit, inni chcą go w wersji możliwie najostrzejszej, a jeszcze inni – łagodnej. Nie widać charyzmatycznego przywódcy, który potrafiłby opanować sytuację.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama