Gracze rywalizują ze sobą na specjalnie zaprojektowanych arenach, położonych w miastach, lasach, wielkich fabrykach czy nawet wśród chmur. Starają się powalić rywali, a najlepiej w ogóle wyrzucić ich poza mapę. Teoretycznie nie jest to trudne, jednak podczas zabawy często tworzą się sojusze, które bywają zrywane w najbardziej zaskakujących momentach. W rezultacie sytuacja na placu boju jest dynamiczna i bez przerwy trzeba się pilnować, a także unikać niepotrzebnego ryzyka. „Beat Me!" zawiera też alternatywny tryb, w którym współpracuje się z innymi graczami podczas wojny z hordami przeciwników sterowanych przez sztuczną inteligencję.
Monotonię rozgrywki rozbijają rozrzucone po planszy bonusy, dające dodatkowe moce o krótkotrwałym działaniu. Możliwość skakania znacznie wyżej, leczenia ran czy na przykład opcja zamiany w krwiożerczego demona z pewnością ułatwia zabawę. Gorzej, że niektóre bonusy tylko przeszkadzają, na przykład zmieniają zasady sterowania postacią. Za to dzięki nim nawet początkujący gracz przy odrobinie szczęścia jest w stanie pokonać mistrza.
Gry imprezowe od lat cieszą się niesłabnącą popularnością. Od innych produkcji różnią się nie tylko sporą liczbą uczestników, ale też bardzo prostymi zasadami rozgrywki. Przyciągają też humorem oraz stosunkowo krótkim czasem rozgrywki. No i nie wymagają skupienia – podczas zabawy można toczyć rozmowę czy nawet jednym okiem oglądać film. „Beat Me!" to wzorowy reprezentant tego gatunku i zarazem całkiem udana gra.