Reklama

Elton John. Zanim gówniarz stanie się gigantem

Rocketman", zeszłoroczny film o Eltonie Johnie, to udane dziełko z pogranicza pastiszu. Zgrabnie napisane, świetnie zagrane, chwilami porywające, całkiem zresztą podobnie jak jego bohater, ikoniczny pianista, wokalista i kompozytor, autor jednego z największych sukcesów komercyjnych w historii muzyki pop. Film byłby zaledwie błahym połączeniem artystycznej biografii i musicalu, gdyby nie ciemne chmury prawdziwych obciążeń osobowości artysty, które udało się przemycić do scenariusza.
Elton John. Zanim gówniarz stanie się gigantem

Foto: materiały prasowe

Przemycić? Cóż to za eufemizm, skoro kilka kwadransów po napisach końcowych, kiedy przed oczyma wyobraźni gaśnie powoli ta nieprawdopodobna feeria kolorów, blasków, gigantycznego jarmarku, który zawsze ciągnął się za wizerunkiem scenicznym Eltona, zostaje tylko gorzkie poczucie wiecznych obsesji i nieszczęścia gwiazdy. A jednak piszę „przemycić", bo mimo błahości „Rocketmana", twórcom udało się coś, co nie zawsze udaje się autorom biografii gwiazd. Dotknęli psychicznej głębi żywego człowieka.

Pozostało jeszcze 88% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
Ksiądz pedofil kontra kardynał Wojtyła
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Plus Minus
„Portobello”: Niewydolność systemu
Plus Minus
„Dixit Kids”: Emocjonalne króliczki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama