Powód? Oczywiście nowa polityka porozumienia premiera Donalda Tuska. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zalegające na lotnisku pod Smoleńskiem szczątki tupolewa. Nie dość, że nie zostały zgodnie z obietnicami zabezpieczone, to jeszcze samolot pocięto piłami mechanicznymi.
Jeszcze kilka dni temu premier z zadowoleniem mówił, że „(...) śledztwo, zarówno ze strony rosyjskiej, jak i polskiej, przebiega szybciej niż w tego typu sytuacjach w Europie”. Jak zwykle przy takich okazjach nie sposób się było dowiedzieć, jakie inne tego typu sytuacje w Europie miał na myśli szef polskiego rządu i na czym opierał swoje przeświadczenie o szybkości śledztwa ze strony rosyjskiej. Istotny przekaz brzmiał: jest dobrze.