Sąd Najwyższy nie uprawomocnił uniewinnienia czterech żołnierzy oskarżonych o zbrodnię wojenną i odesłał ich sprawę do ponownego rozpatrzenia. Co oznacza, że mogą jeszcze zostać skazani za mord w afgańskim Nangar Khel. Niemal w tym samym czasie amerykański ranger wystrzelał 16 cywilów pod Kandaharem. Nie udało się stoczyć wojny afgańskiej w białych rękawiczkach,
NATO – w tym Polacy – umazało sobie ręce we krwi. Nie sposób jej wygrać ani powstrzymać powrotu talibów do władzy, choćby w ramach procesu pokojowego po wyjściu obcych wojsk. Nasze zadanie na teraz to wyciągnąć z Afganistanu polskich żołnierzy przy jak najmniejszych stratach. Nie dajmy ich pozabijać, nie dajmy im więcej zabijać.
NATO miało wycofać się do końca 2014 r., jednak po ostatniej rzezi Amerykanie i Brytyjczycy rozmawiają o przyspieszeniu odwrotu. Jeśli się dogadają, ich śladem podążą inni, w tym Polska. Nasi żołnierze wyjdą z Afganistanu bez chwały, trudno będzie obronić też tezę, że interweniowali tam w imię racji stanu i wypełniali sojuszniczy obowiązek, aby dowieść wiarygodności Rzeczypospolitej w NATO. Ostatnie lata zmieniły rozumienie tego terminu, a spójności sojuszu zagrażają cięcia w budżetach obronnych i narodowe egoizmy, nie zaś to, czy wszyscy jego członkowie biorą udział w interwencjach, czy też nie. Jedynym pozytywem misji afgańskiej jest przetrenowanie armii w boju, ze strategicznego punktu widzenia była niepotrzebna.
1
W 2006 r. NATO zdecydowało o przejęciu od Amerykanów odpowiedzialności za całe terytorium Afganistanu, w tym najbardziej niespokojne południe i wschód kraju. Po wejściu tam sił sojuszu luźna partyzantka przerodziła się w ruch oporu, a w prowincjach Helmand i Kandahar można było wręcz mówić o zbrojnym powstaniu. Właśnie wtedy pierwotne założenia interwencji – likwidacja al Kaidy oraz obalenie sprzyjających jej talibów – wzięły w łeb. Zdecydowana większość rebeliantów nie uczestniczyła w ich ruchu przed 2001 r., włączyli się do walki z powodu obecności obcych wojsk. Im były aktywniejsze, tym bardziej opór narastał. Ta spirala została ograniczona dopiero w ostatnich dwóch latach wraz z postępującą afganizacją wojny i położeniem przez NATO większego nacisku na walkę „o serca i umysły" Afgańczyków.
Trzeba bujnej wyobraźni albo złej woli, by nazwać tę misję wojną z terrorem. NATO tłumi rebelię skierowaną przeciwko siłom okupacyjnym i zainstalowanemu przez nie rządowi Hamida Karzaja, który zresztą wybija się na coraz większą niezależność.
Ostrzelanie przez polskich żołnierzy w roku 2007 wioski Nangar Khel, gdzie ich granaty moździerzowe zabiły w sumie osiem osób (wśród ofiar były dwie kobiety, troje małych dzieci i pan młody przygotowujący się do wesela), zbrodniczy rajd amerykań- skiego rangersa czy ujawnione pod koniec 2011 r. wyczyny samozwańczego komanda egzekucyjnego, którego członkowie lubowali się w mordowaniu cywilów i odcinaniu im palców lub głów, wplatają się w metody wojny z partyzantką, a nie z terrorem. Rebelianci mają poparcie społeczne, o czym wie każdy żołnierz służący w Afganistanie, kiedy więc puszczają nerwy, celem stają się cywile. NATO potępia mordy i – trzeba przyznać – robi wiele, by ich uniknąć, ale mechanika owych zbrodni jest konsekwencją natury tej wojny. W wielu regionach Afganistanu cywil i talib są nierozróżnialni.
2
Wokół misji NATO zaczęło brzydko pachnieć, czas otrąbić odwrót. Nie ma co mydlić sobie oczu najnowszym celem do osiągnięcia, czyli wyszkoleniem armii i policji afgańskiej na tyle, by mogły przejąć od sojuszu odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Aby skutecznie spacyfikować zbrojną opozycję, same musiałyby się stać siłą okupacyjną, a chyba nie o to chodziło. Bez względu na to, czy armia afgańska będzie mocna, czy słaba, talibowie wejdą do władz i staną się bohaterami tej wojny. A my zostaniemy z niesmakiem po Nangar Khel, niezależnie od tego, jaki będzie ostatecznie wyrok sądu. Z pamięcią o rozerwanych polskimi granatami kilkuletnich dzieciach.