Zło jest wiecznie nienasycone, skoro kolejny raz przywołuje do siebie Krystynę Lesińską. Ten pojedynek mógłby się nie odbyć ze zbyt wielu względów. Lesińska zbliża się do osiemdziesiątki, mogłaby cieszyć się wnukami; na emeryturze lepiej spełniać swoje odkładane przez całe życie marzenia; rozdział z organami ścigania czas definitywnie zamknąć za sobą, bo wciąż jest jeszcze życie do przeżycia.
Gdy czytelnik poznaje rozpoczynające zdanie „Zimy pożegnanych” – niby niewinne, a jednak przykuwające uwagę – gdy pod koniec pierwszego rozdziału zostaje przedstawiony opis miejsca zbrodni, zostają uwolnione wszystkie reguły. Trzeba grać, bo nie można się im oprzeć, skwituje czytelnik siedzący nad ostatnim tomem cyklu powieści kryminalnych Anny Kańtoch. Krystyna Lesińska nie od razu podejmie jednak krwawe wyzwanie.