Reklama

Uśpieni olbrzymi światowego futbolu. Indie i Chiny na piłkarskich peryferiach

Gianni Infantino na pewno wzdycha z żalu. Zorganizował turniej na 48 drużyn, wprowadził obowiązkowe przerwy na nawodnienie, które niepostrzeżenie zamieniły się w przerwy reklamowe, przy okazji dał szansę na historyczne chwile mieszkańcom Curacao i Wysp Zielonego Przylądka, a i tak trzy miliardy ludzi nie mają swoich drużyn na mundialu. Z reprezentacjami Indii i Chin mundial byłby jeszcze bardziej dochodowy, bo to przecież wschodzące światowe gospodarki, olbrzymie rynki zbytu, mnóstwo ludzi, którzy mają coraz więcej pieniędzy i których można zachęcić do kupowania gadżetów.
Zabawki z serii Labubu x FIFA World Cup w sklepie w Szanghaju.

Zabawki z serii Labubu x FIFA World Cup w sklepie w Szanghaju.

Foto: PAP/IMAGO

Nie oszukujmy się, gdyby Infantino i jego kompani mieli wybór, to grzecznie podziękowaliby za udział Jordanii czy Uzbekistanowi (Wyspy Zielonego Przylądka i Curacao narobiły już sporo hałasu), i zaprosiliby dwa azjatyckie mocarstwa. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale Indie i Chiny w sumie zagrały na piłkarskich mistrzostwach świata raz.

W 2002 r. udało się to Chińczykom, którzy przegrali w grupie wszystkie trzy mecze, nie strzelili gola, stracili ich dziewięć i zajęli przedostatnie miejsce w turnieju. Gorsi od nich byli tylko piłkarze z Arabii Saudyjskiej, którzy stracili o trzy bramki więcej, z czego ponad połowę w meczu z Niemcami (0:8).

Pozostało jeszcze 96% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama