Politycy wpadają zawsze w tę samą pułapkę. Wydaje im się, że jeśli federacja podlega prawu, które oni stanowią, to mogą ją urządzić po swojemu. Tylko że za plecami każdego działacza stoi FIFA, która nigdy nie zgodzi się na ingerencję w futbolowe imperium, którym zarządza. Nie pozwala politykom na sprzątanie nawet wtedy, gdy w związku panuje bałagan, a pieniądze znikają w dziwnych okolicznościach. Jeśli są powody do zawieszenia działaczy, to może to zrobić jedynie sąd. Pokusa jest jednak silna i co jakiś czas na wojnę idą kolejni ministrowie sportu, bo piłka nożna jest kontynuacją polityki, tylko przy użyciu innych metod. Teraz na zwarcie poszedł Gabon.