Reklama

Kapcie spadają

Halo, jest tu kto? Jeśli ktoś czyta te felietoniki regularnie, to może mieć déja vu. Pamiętają państwo opowieść o winiarzu, który pierworodnemu dał nie tylko swoje nazwisko, ale i imię? Chłopak wyrósł, studiował enologię, po czym wyjechał na praktyki do najlepszych winiarzy świata. Młodzian wraca nabuzowany pomysłami, niektóre z nich brzmią samobójczo, ale w końcu ojciec pozwala mu robić wino po swojemu. We wrześniowej historyjce bohaterami byli Zoltanowie Heimannowie z Szekszardu.
Kapcie spadają

Foto: Pixabay

Reklama

Tym razem zapraszam do Egeru, a obaj panowie nazywają się György Lőrincz. Junior odrzuca wina jednoszczepowe (po ich pinot noirach będę łkał latami) i upiera się, by postawić na kupaże – egri csillag (biały) i egri bikaver (czerwony). Skąd upór? Ano młodzi zjechali cały świat i uznali, że jeśli ich winnice mają zaistnieć nie tylko na Węgrzech, bo to już zapewnili ojcowie, ale i na świecie, to muszą postawić na oryginalność, a najlepsze kadarki są w Szekszardzie, bikavery zaś – w Egerze.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama