Mam do pana kadencji jako selekcjonera osobiste i sentymentalne, a jednocześnie ambiwalentne podejście. Mecze pańskiej reprezentacji Polski z Finlandią – 25 lat temu, 26 kwietnia 2000 roku – oraz półtora roku później z Kamerunem w Poznaniu były pierwszymi, jakie oglądałem na stadionie. Wielkie przeżycie, ale też rozczarowanie, bo nie zobaczyłem gola, dwa razy było 0:0, na dodatek dostałem zapalenia płuc. I podobnie mam z całą pana kadencją – z jednej strony epokowy, wywalczony po 16 latach awans na mundial, pierwszy za mojego życia. Z drugiej – porażka podczas mistrzostw świata w Korei. Zastanawiam się, czy po ćwierć wieku dominuje w panu duma, czy jednak niedosyt?