Bill Bryson przejechał Amerykę wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu „amalgamatu wszystkich miasteczek napotykanych w filmowej i literackiej fikcji”. Swoją podróż po kraju streścił w książce „Zaginiony kontynent”, w Polsce wydanej w 2019 r. Zależało mu na odkryciu zakątka „zadbanego i pełnego słońca, z wysadzaną drzewami główną ulicą, pełną przyjaznych sprzedawców”. Takiego, w którym „chłopak na rowerze zostawia na gankach gazety, a dobroduszny stary pierdoła w białym fartuchu zamiata chodnik przed swoją drogerią”. Nie udało mu się – a przynajmniej nie dosłownie – ale gdyby znalazł taki punkt na mapie, mógłby go nazwać, ot, choćby, Paradise.