Charles de Gaulle nie miał złudzeń co do Brytyjczyków. Wiedział, że nie są stworzeni do słuchania poleceń Brukseli. To jedyny kraj Europy Zachodniej, który nie poniósł porażki w starciu z Hitlerem, przez co dziś wcale nie uważa, że tylko integracja europejska jest zdolna zapewnić mu pokój. Może to zrobić sam. A mając takie atuty, jak najważniejszy język świata, najbardziej międzynarodowe miasto na świecie i globalną sieć sojuszników w ramach dawnego imperium, zawsze będzie miał pokusę pójścia własną drogą – rozumował francuski prezydent. Dlatego dopiero po śmierci generała Londyn mógł rozpocząć negocjacje akcesyjne i przystąpić do Wspólnoty w 1973 r.