Po przerwie wracam do pisania felietonów, które zazwyczaj były jajkiem zniesionym pod wpływem wydarzeń czy myśli zebranych w ciągu tygodnia. Teraz, po dwóch miesiącach, staram się znaleźć jedną lub kilka myśli przewodnich. Nie jest to łatwe. Pod wpływem zmasowanej liczby lektur mam jeden ogólny wniosek: ludzie wolą pisać o tym, co będzie, niż o tym, co jest, lub o tym, co było. Niby przewidywanie przyszłości powinno być trudniejsze niż opisanie faktów, kiedyś nawet płacono za to wróżkom (i wróżbitom). Można było nawet zrujnować opinię kabalarki, która za pięć talarów zapowiedziała młodego, przystojnego i bogatego młodzieńca, a zamiast tego wyskoczył tylko pryszcz na twarzy.