Kiedy kończył się w Polsce komunizm, mieliśmy poczucie, że ostatecznie mija epoka państwa zideologizowanego. Marksizm w konfrontacji z nową rzeczywistością 4 czerwca wydawał się starą i kompletnie zdemolowaną scenografią z jakiegoś teatru absurdu. Dawno wiedzieliśmy, że jest fałszywa, nie czuli się w niej dobrze nawet główni aktorzy. Dlatego tak panicznie Jaruzelski i jego ekipa szukali dekoracji zastępczej; tworzyli rady i atrapy, które miały stanowić sztafaż nowej epoki. Nic z tego się nie udało; uosabiająca marzenie o wolności i nowym, sprawiedliwym świecie etykieta Solidarności była dostatecznie silna, by w 1989 r. z dekoracji stanu wojennego został tylko kurz i coraz bardziej bezradna, naga siła.