Widać na nim, jak prezydent Macron obejmuje Zełenskiego tak, jakby to były gratulacje z okazji ślubu. To zdjęcie, na którym prezydent Ukrainy patrzy w obiektyw, jakby pytał – widzicie to? Ten wdzięk, tę lekkość, ten uśmiech? Czy my jesteśmy na bankiecie, na którym spotkało się dwóch dobrze ustawionych facetów?
Czytaj więcej
Wielka Sobota to dzień przemiany, oczekiwania na powrót do życia. Przyjmując taką symbolikę, może...
Oglądam każdy szczegół tego zdjęcia, napięcie twarzy, dłoni, wyraz oczu i tych otwartych, jak u prezydenta Ukrainy, i tych przymkniętych, jak u Macrona. Moim zdaniem to zdjęcie jest kwintesencją epoki – jest odpowiedzią, a jednocześnie pytaniem. To echo wszystkich słabości – echo Jałty, echo tajnego spotkania w Abbeville, gdzie alianci zachodni zdecydowali o wstrzymaniu działań przeciw Niemcom mimo obowiązujących sojuszy.
Wiem, krytyka Zachodu jest nie w czas i nie na miejscu. Nie w czas, bo musimy się trzymać razem jako Europa, nie na miejscu, bo „Zachód u nas krytykują zwolennicy Polski antydemokratycznej i samolubnej”. Tyle tylko, że taka autocenzura blokuje ostrość widzenia, zniewala i zaciera granice prawdy. Prawda ma zresztą bardzo szerokie spektrum. Od najgłębszej i niepodważalnej, jak na przykład ból i strach, przez okrucieństwo, po prawdy układów politycznych. Kłamstwo zresztą też ma szerokie spektrum – od hipokryzji po zdradę.
Wołodymyr Zełenski na tym zdjęciu patrzy w obiektyw, jakby mówił – ten człowiek na mnie zawisł miłośnie w swoim pięknym garniturze, tak zawisł, jakby nie było prawdą, że prowadzi rozmowy z Putinem, jakby nie sprzeciwił się uznaniu mordu w Buczy za ludobójstwo, choć Bucza ludobójstwem jest. Zaleca po prostu ostrożność wypowiedzi. Konieczność układania się. Ujmująco jednak, jakby chodziło o pierwsze kroki walca, przytula mnie, który stawia swoje życie przeciw Putinowi jak każdy ukraiński żołnierz. Jest łaskaw mnie przytulić.