Reklama

Prezes mimo woli, czyli kto kogo okradł

Jeśli wierzyć dokumentom, Wiesław Szopiński prowadził drugie życie. Zaryzykował w nim utratę niemal całego majątku, by zaciągnąć pożyczkę na firmę, którą kierował. Ale jeśli wierzyć jemu, padł ofiarą wielkiej mistyfikacji, w której skradziony dowód osobisty, podstawione osoby i sfałszowane umowy miały służyć jednemu: pozbawieniu go wartej miliony działki nad Bałtykiem. Oto jego historia.
Prezes mimo woli, czyli kto kogo okradł

Foto: Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek

W niedzielny poranek 22 marca 2015 r. do willi Wiesława Szopińskiego w Koszalinie puka kurier z podłużną paczką. Prosi o dowód osobisty, by sprawdzić tożsamość odbiorcy. Kiedy ma go w ręce, okazuje się, że zapomniał długopisu. Szopiński idzie po coś do pisania, kiedy wraca, kurier wręcza mu dowód i szybko wychodzi z domu. Po kilku sekundach gospodarz zauważa, że w ręce trzyma dokument innej osoby – Roberta L. Wybiega na drogę, ale kurier znika i mimo przyjazdu policji nie udaje się go odnaleźć.

Pozostało jeszcze 97% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama