Reklama

Robert Mazurek: Będę apelował

Gdzie, jak gdzie, ale na łamach „Rzeczpospolitej" to słowo używane jest codziennie. Tu również będzie o apelacji, ale ani o sądach, ani o prokuratorach. Najprościej ujmując, winiarska apelacja to teren objęty regułami. Pierwsze dwie apelacje nie powstały wcale we Francji, lecz na Węgrzech i w Portugalii. Już na początku XVIII wieku producenci i kupcy tokajscy zorientowali się, że tokaj to marka sama w sobie, i wytyczono granice regionu, a później skodyfikowano zasady tworzenia win. W połowie XVIII stulecia na ten sam pomysł wpadli w Porto.
Robert Mazurek: Będę apelował

Foto: AdobeStock,Antonio Gravante

Tak więc najpierw były granice, czasem wielkie – apelacja La Mancha rozciąga się niemal od przedmieść Madrytu do Andaluzji i obejmuje zdrowo ponad 200 tys. hektarów winorośli. Jedną z najmniejszych – jeśli nie najmniejszą – apelacji świata jest burgundzka Romanée-Conti, ot, wszystkiego niespełna 2 hektary w jednej wiosce. Ale jakość, a zwłaszcza ceny, wzbudzają potężne emocje. To Burgundia, a co z Bordeaux? Tu pogubić się łatwo, bo ten wielki region dzieli się na kilkadziesiąt apelacji (choćby znany z cięższych, pełnych win czerwonych Medoc), a te podzielone są na mniejsze subapelacje (sam Medoc ma ich, jeśli się nie mylę, siedem). I to wcale nie musi być koniec, bo nie ma roku, by gdzieś na świecie producenci nie próbowali dokonać secesji i ustanowić nowe, często surowsze reguły, czyli zrobić to, co czcigodni spadkobiercy św. Franciszka ze swoim zakonem.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama