Bohaterka antykomunistycznej opozycji, Ewa Hołuszko, przez 50 lat swojego życia żyła jako mężczyzna, a sądową korektę płci przeprowadziła, dopiero gdy jej dzieci były już pełnoletnie. „Noszę bardzo ciężki krzyż i nikomu nie życzę czegoś takiego. Dla takich ludzi jak ja, gdyby to rozpoznawano zaraz po urodzeniu, to lepsze byłoby otworzenie komory gazowej i natychmiastowe zniszczenie niż zostawienie przy życiu na tym świecie. Mówię to z pełną świadomością" – tak mówiła o tym, co przeszła i co czuła. I z pewnością nie jest to przypadek zmiany płci pod wpływem „ideologii LGBT", bo wszystko działo się w czasach, kiedy nikt o takiej ideologii w Polsce nie słyszał, a już na pewno nikt by sobie takiego życia nie wybierał dla kaprysu, mody czy wygody.

Czytaj więcej

Kataryna: Matoł, debil i zwykła kretynka

Nie znam szczegółów tego postępowania, ale jeśli jej rodzice jeszcze żyli, musiała ich pozwać, żeby móc żyć w zgodzie ze sobą – takie mamy okrutne i nieżyciowe prawo. I właśnie w takie, najtrudniejsze z możliwych, osobiste i rodzinne sprawy włączą się prawnicy Ordo Iuris, pomagając rodzicom dorosłych już osób utrudniać i wydłużać procedurę odzyskania przez nie swojego życia. Takiego, jakim chcą go przeżyć, nikomu przecież nie szkodząc. Jeśli gdzieś tu widzę szkodliwą ideologię, to jest to „ideologia Ordo Iuris" pozwalająca wtrącać się w czyjeś życie osobom, których to życie w żaden sposób nie dotyczy, żerując na rozpaczy rodziców niemogących zaakceptować wyboru swojego dorosłego dziecka. Znając sprawność procesową i zasoby finansowe Ordo Iuris, jego prawnikom uda się pewnie procedurę znacząco odwlec, może nawet kogoś zniechęcić do walczenia o siebie. Kosztem obu zainteresowanych stron, które – niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia – jeszcze bardziej się od siebie oddalą, bo żadna rodzina się w sądzie nie odbudowała.

Jeśli gdzieś tu widzę szkodliwą ideologię, to jest to „ideologia Ordo Iuris" pozwalająca wtrącać się w czyjeś życie osobom, których to życie w żaden sposób nie dotyczy, żerując na rozpaczy rodziców niemogących zaakceptować wyboru swojego dorosłego dziecka. 

Kochająca rodzina dla dobra bliskiej osoby umie się odnaleźć w najtrudniejszej rzeczywistości. Wchodzenie z butami między rodziców i ich dorosłe dzieci w żaden sposób skonfliktowanym bliskim nie pomoże, a skończy się mniej lub bardziej tragicznie. Ale chyba nikt nie wierzy, że to dobro rodziny czy jednostek ma na względzie Ordo Iuris.

Czytaj więcej

Kataryna: Szokujące ustalenia