Kiedy ktoś po stronie liberalnej stwierdził, że „Polacy znów, jak w czasie wojny, nic nie robią dla umierających ludzi", Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu orzekł, że napluto na pamięć tysięcy Polaków ratujących Żydów i znieważono naród Polski. Przedstawiciele Ośrodka ogłosili, że złożyli doniesienie do prokuratury w tej sprawie. Cóż, uważam, że Holokaust był jednak wyjątkową zbrodnią, więc porównywanie losu migrantów, którzy przedostają się przez polsko-białoruską granicę, do losu Żydów w czasie II wojny jest wysoce niestosowne. Ale między krytyką nietrafionego porównania a uruchamianiem organów ścigania jest spora różnica.

Czytaj więcej

Imigranci na granicy Polski z Białorusią
Michał Szułdrzyński: Nie być jak Łukaszenko

Tym bardziej że to modus operandi Ośrodka Monitorowania Antypolonizmu. Kiedy Władysław Frasyniuk paskudnie nawymyślał żołnierzom i straży granicznej, cyk, OMA złożyła doniesienie do prokuratury. Kiedy posłanka Klaudia Jachira stwierdziła, że Hitler nie niszczył cmentarzy, cyk, poszło kolejne doniesienie do prokuratury – za negowanie zbrodni nazistowskich. Kiedy na portalach społecznościowych pojawiło się zdjęcie z Brodnicy pokazujące nastolatkę stojącą na pomniku upamiętniającym pochówek polskich żołnierzy, cyk, poszło kolejne zawiadomienie do prokuratury. Kiedy aktorka Barbara Kurdej-Szatan nazwała mordercami funkcjonariuszy Straży Granicznej, którzy siłą przepychali rodzinę migrantów na białoruską stronę przez drut kolczasty, do akcji wkroczył OMA, cały na biało, z doniesieniem do prokuratury.

Czy to rzeczywiście prokurator powinien – z doniesienia samozwańczego obrońcy godności narodowej – ustalać, co powiedzieć wypada, a czego nie?

Nie, nie podobają mi się słowa Władysława Frasyniuka ani głupstwa, które wypisuje posłanka Klaudia Jachira. Barbara Kurdej-Szatan również przekroczyła granicę, obrzucając funkcjonariuszy Straży Granicznej stosem wulgaryzmów.

Ale czy to rzeczywiście prokurator powinien – z doniesienia samozwańczego obrońcy godności narodowej – ustalać, co powiedzieć wypada, a czego nie? Jeśli wyżej wymienione wypowiedzi naruszyły czyjeś dobra, proszę bardzo, niech idzie on do sądu i walczy o swoje dobre imię. Ale dlaczego OMA uważa, że ma prawo decydować o tym, co jest pluciem na Naród Polski?

Czytaj więcej

Marsz Niepodległości, 11 listopada 2020 roku
Michał Szułdrzyński: Ostrożnie z Bąkiewiczem

Co ciekawe, Ośrodek Monitorowania Antypolonizmu został założony przez szczecińskiego radnego Dariusza Mateckiego. Pan Matecki nie tylko jest radnym, ale jeszcze bliskim współpracownikiem Zbigniewa Ziobry. Dostawał zlecenia w Ministerstwie Sprawiedliwości, obsługiwał m.in. media społecznościowe resortu sprawiedliwości, a nawet profil samego Zbigniewa Ziobry. W jakiej więc znajduje się sytuacji prokurator, który dostaje doniesienie OMA podpisane przez prezesa Mateckiego, współpracownika ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie? Umocowanie pana Mateckiego może wywrzeć presję na prokuratorów, do których trafiają jego doniesienia. A dla opinii publicznej fakt, że kimś zajmuje się prokurator, jest już sam w sobie stygmatyzujący, nawet jeśli nie dojdzie do aktu oskarżenia czy sądowego wyroku.

A może część polskiej prawicy, ta z najbardziej prawej flanki, pozazdrościła skuteczności lewicy i postanowiła nad Wisłą zaszczepić tzw. cancel culture? Czyli poddawanie społecznemu i środowiskowemu ostracyzmowi osoby, które ośmielą się powiedzieć coś niezgodnego z obowiązującą polityczną poprawnością. Tyle tylko, że tu chodzi o prawicową polityczną poprawność. I prawicową cancel culture.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ