Autorkę spotkałem przypadkiem kilka tygodni temu. Dowiedziałem się od niej, że władze Łodzi zamierzają uroczyście sprowadzić do Polski prochy Jerzego Kosińskiego. Nie do wiary – pomyślałem. Naprawdę, trzeba być chyba wyzutym z poczucia godności i honoru narodowego, by czcić człowieka, który jako pierwszy oskarżył Polaków o rzekome bestialstwa, okrucieństwo i podłość wobec Żydów podczas II wojny światowej. I zrobił na głoszeniu tych kalumni karierę. Kosiński, bo o niego tu chodzi, okazał się prekursorem Grossa. Z tą różnicą, że jego wymysły i konfabulacje zostały napiętnowane. Że udało się pokazać fałsz wizji z „Malowanego ptaka".