Rz: Jerzy Kosiński to kontrowersyjna postać. Jak wielokrotnie udowadniano, jego książki nie były oparte na faktach...
Joanna Siedlecka
: Kosiński był twórcą bestsellerów. Dobrze wyczuwał, co się sprzedaje: seks, przemoc, dewiacje. On konstruował swoje książki. Reporterzy z „Village Voice" czy James Sloan, który napisał jego biografię, wykazali, że zatrudniał ludzi do pisania i kompilował teksty. To wszystko było konstruowane, on był zręcznym prestidigitatorem, a nie pisarzem. Kosiński na przyjęciach zdejmował koszulę i pokazywał rany, które rzekomo zadali mu polscy chłopi, co miało uwiarygodnić jego powieść, ale w tej chwili tylko obciąża autora.
Istnieje problem z demaskowaniem autorytetów?
Do tej pory wiele osób broni Kosińskiego, bo to „nasz" chłopak, który zrobił karierę w Ameryce. U nas demaskowanie kłamców kończy się fatalnie dla osób, które taki temat podejmują. Autorytety są żelazne, każdy zamach na wielkie postacie źle się kończy. W książce Jacka Trznadla „Hańba domowa" sam Zbigniew Herbert powiedział wiele gorzkich słów o pisarzach ubabranych w socrealizm. A mówił przecież o swoich kolegach rzeczy straszne, ale prawdziwe. W wywiadzie dla „Tygodnika Solidarność", którego udzielił pod koniec życia, straszliwie ocenił polskie elity, mówiono, że jest chory psychicznie, bo zdrowy człowiek nie może mówić źle o starych kolegach z opozycji.
A co z kłamstwami Kapuścińskiego?
Sprawa Ryszarda Kapuścińskiego jest już ewidentna, jego kłamstwa są udokumentowane w książce „Kapuściński non fiction" Artura Domosławskiego. Kapuściński w Polsce był niemal bogiem, a okazało się, że nie był niezależnym reporterem, tylko współpracował ze służbami i był TW, poza tym kłamał w swoich tekstach, które są dobrą literaturą, ale nie literaturą faktu. Kosiński „dostał za swoje", został zdemaskowany, m.in. przez amerykańskich dziennikarzy, imię Kapuścińskiego nosi zaś nagroda za reportaż literacki. A nagroda dziennikarska powinna być przecież przyznawana za rzetelną pracę, bo to jest podstawa tego zawodu. Nie mów, że znałeś Che Guevarę, gdy w rzeczywistości nigdy go nie widziałeś. I Kapuściński, i Kosiński kłamali.
Inny przykład nie do końca udanego zdemaskowania?
Mieliśmy bolesny przykład Lecha Wałęsy. Kiedy Paweł Zyzak napisał pracę na jego temat, nastąpiła prawdziwa burza. Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk przy pisaniu swojej książki zajrzeli do akt, a i tak byli krytykowani. Można sobie zadać pytanie, dlaczego do dziś nie mamy biografii Bronisława Geremka.
A może na te kłamstwa możemy przymknąć oko? Przecież tak dobrze się to czyta...
Nie możemy. Wystarczyło przecież powiedzieć, że się pisze powieść, a nie literaturę faktu. Można powiedzieć, że „Cesarz" Kapuścińskiego to piękna opowieść. Ale Kapuściński twierdził, że widział i był. Wańkowicz był przykładem pisarza uczciwego. Mówił, że jego książki są pisane na podstawie faktów, ale nie dosłownie. Konstruował powieść opartą na prawdzie.
—rozmawiała Agnieszka Kalinowska