Nie wiem co prawda, czy płyta ta dotrze do kogolowiek poza Polską. Ale nawet jeśli nikt za granicą nie dowie się dzięki niej o Powstaniu Warszawskim, to dostaliśmy bardzo dobry album, taki, który można przesłuchać wielokrotnie. Uczciwie mówiąc, powstańczy zryw jest tu pewnym punktem zaczepienia, są o nim może dwa utwory, a całość jest bardzo różnorodna i łączy szeroko rozumiane jazz, blues i rap. To muzyka miejska, na wskroś czarna, spokojnie można powiedzieć – hiphopowa.
Fanom czarnych rytmów Marcusa Millera, Davida Gilmore'a czy Lenny'ego White'a nie trzeba przedstawiać. Urbaniak cieszy się w USA takim poważaniem, że gra z najlepszymi. Muzeum PW miało znakomity pomysł, by wykorzystać jego pozycję w słusznym celu. Od muzyków nie odstają poziomem raperzy D-Train i Wally West, a również wokalistki Mika Urbaniak (córka) czy Patrycja Zarychta, bardzo soulowa absolwentka wokalistyki jazzowej na Akademii Muzycznej w Katowicach.
Pesymista powie, że album jest niespójny, optymista – że to opowieść o potrzebie wolności we wszystkich odcieniach czarnych rytmów. Dla mnie ta różnorodność jest wielkim walorem. A czarnoskórzy raperzy brzmią naprawdę wiarygodnie, łącząc się w bólu z warszawskimi powstańcami i nawiązując do własnego, amerykańskiego doświadczenia niewoli.
Najczęściej wracam do jazzowo-trapowego „UrbTrap". Michał Urbaniak to prawdziwy mistrz kreacji. Tu udało mu się stworzyć nowy muzyczny podgatunek. I zupełnie słusznie nazwał go od własnego nazwiska.
Michał Urbaniak, „For Warsaw with Love", wyd. Muzeum PW
PLUS MINUS
Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:
tel. 800 12 01 95