Rz: Podobno jako młody człowiek marzył pan o tym, by zostać generałem.
Prof. Brunon Hołyst:
To prawda. Gdy miałem 15 lat, zastanawiałem się, czy zostać biskupem, generałem czy profesorem. Byłem bowiem wtedy, w swojej takiej trochę młodocianej bucie, przekonany, że nie mogę przejść przez życie niezauważony. Biskup nie może mieć rodziny, generał to stanowisko związane często z polityką. Zdecydowałem więc, że zostanę profesorem. Wybrałem prawo.
Od razu wiedział pan, że będzie się specjalizował w kryminalistyce i kryminologii?
Najpierw trafiłem na seminarium doktoranckie z prawa międzynarodowego. Zaproponował mi to wybitny profesor Remigiusz Bierzanek. Było to dla mnie duże wyróżnienie. Jako student uczyłem się bowiem razem z dostojnymi doktorantami w garniturach. Profesor prawa międzynarodowego musi mieć jednak pewne predyspozycje – trzeba być trochę dyplomatą, znać dużo języków obcych. A kryminalistyka wydawała mi się bardziej rzemieślniczą dziedziną, odpowiednią dla mnie. No i w Polsce nie było zbyt wielu specjalistów w tej dziedzinie. Uznałem więc, że znajdzie się dla mnie miejsce.
Pamięta pan swoje pierwsze sukcesy?
W pierwszym swoim artykule obaliłem tezy francuskiego antropologa, że długość stopy jest skorelowana ze wzrostem człowieka. Został opublikowany w czasopiśmie naukowym „Archiwum medycyny sądowej i kryminologii". Pamiętam, że gdy szedłem wówczas ulicą, wydawałem się sobie taki sławny... Byłem przekonany, że wszyscy wiedzą o moim sukcesie.
A pierwsze sprawy, które udało się panu rozwikłać?
Jedną z nich było zabójstwo kobiety pod Piotrkowem. Ustaliłem wówczas z dużą łatwością, że sprawca był leworęczny – na postawie śladów duszenia. Musiałem już jednak być wtedy doktorem, bo magistrów nie powoływano na ekspertów.
Polacy ostatnio zaczytują się w skandynawskich kryminałach. Czy pan lubi takie książki?
Nie przepadam.
Może sam napisze pan kiedyś kryminał?
Kiedyś byłem współautorem scenariusza spektaklu radiowego, który miał być wyemitowany w cyklu „Kobra" w polskim radiu. Były to lata 60. Zdziwiłem się jednak, kiedy się dowiedziałem, że musiałbym oddać realizatorom 50 proc. honorarium. Nie zgodziłem się na to i słuchowisko nigdy nie zostało nagrane.
—rozmawiała Katarzyna Borowska