Reklama

Pietryga: Powszechna mobilizacja antyterrorystyczna

Mam pewien problem z długo zapowiadanym projektem tzw. ustawy antyterrorystycznej, który przypomina ni to widmo, ni to zjawę. Pojawia się i znika, żeby znowu powrócić w jeszcze bardziej zaskakującej formie.

Aktualizacja: 30.04.2016 10:10 Publikacja: 30.04.2016 08:32

Tomasz Pietryga

Tak było w ubiegłym tygodniu, kiedy projekt pojawił się oficjalnie na urzędowych stronach, by zaraz wrócić w otchłań tzw. uzgodnień międzyresortowych.

Sama kwestia nadania większych uprawnień służbom specjalnym w erze szalejącego terroryzmu wydaje mi się mieć racjonalne uzasadnienie. I jeżeli nad nowymi uprawnieniami zostanie zapewniona nie jedynie iluzoryczna, ale rzeczywista kontrola sądów, sprawa nie powinna budzić większych kontrowersji.

Mnie niepokoi co innego. Bo oto projekt w ostatniej swojej odsłonie wprowadza rozwiązania, które można sprowadzić do hasła, że już nie tylko służby, ale cała Polska walczy z zagrożeniami terrorystycznymi. Wszystkie kościoły, hotele, stadiony czy restauracje itd. mają mieć wdrożony pod groźbą sankcji finansowych plan antyterrorystyczny, ochrony obiektów.

Owszem, zagrożenia są realne, jednak szczęśliwie daleko nam do Izraela czy nawet Francji, żeby sięgać po aż takie rozwiązania.

W ten sposób bowiem państwo ceduje obowiązek dbania o bezpieczeństwo na swoich obywateli. Obowiązek, zaznaczmy, dość kosztowny. Nietrudno sobie wyobrazić, że tworzenie takiego planu w prywatnej firmie będzie czasochłonne i kosztowne, natomiast jego efektywność iluzoryczna. Sprowadzi się raczej do spełnienia kolejnego biurokratycznego obowiązku na papierze i tak będzie traktowana. Podobnie jak szkolenia czy procedury BHP.

Reklama
Reklama

Takie pomysły przypominają słynne unijne rozwiązania dotyczące certyfikatów energetycznych, wprowadzone w imię walki z globalnym ociepleniem. Musieli je stosować wszyscy właściciele nowych budynków, chociaż nikt tak naprawdę nie wiedział, jak liczyć tzw. energooszczędność budynków i czy to ma w ogóle sens. Powstała cała branża specjalistów, którzy zajmowali się przyznawaniem owych certyfikatów oczywiście za pieniądze. Wytworzyły się też bataliony urzędników, nadzorców i tych, którzy wystawiali certyfikaty certyfikowanym specjalistom, aby ci mogli wystawiać certyfikaty.

Obawiam się, że pomysł tzw. certyfikatów bezpieczeństwa może podążyć tym samym absurdalnym torem. Znowu pojawią się płatni doradcy i urzędowi nadzorcy, a kolejny biurokratyczny obowiązek z zapewnieniem czy podwyższeniem bezpieczeństwa nie będzie miał nic wspólnego.

I w ten sposób gdzieś się rozmyje idea zwiększenia bezpieczeństwa państwa i obywateli. Być może zatem lepiej sprawę bardziej przemyśleć, kierując siły i środki na pomoc służbom, które mają dbać o nasze bezpieczeństwo. Powszechna mobilizacja antyterrorystyczna nie ma sensu.

I może dlatego dobrze się stało, że projekt widmo ponownie zniknął w legislacyjnych czeluściach.

Zapraszam do lektury najnowszej „Rzeczy o Prawie".

Opinie Prawne
Sędzia Piotr Mgłosiek odpowiada profesorom: „Anarchia w systemie już jest”
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: PiS nie usunął art. 212, a teraz grzmi o reżimie
Opinie Prawne
Gutowski, Kardas: To nie chwalebne intencje są podstawą orzeczeń sądowych
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Są niezależni, niezawiśli, bezstronni i nie czują żenady
Opinie Prawne
Ziobro przed Trybunałem Stanu? Adwokat o „legalnym fortelu”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama