Głoszenie idei utopijnych jest co najmniej populizmem. Populiści lubią się nazywać idealistami, podkreślając tym samym swoją odmienność od pozbawionych ich zdaniem idei i głuchych na głos środowiska pragmatyków. W istocie idealiści stają się tylko demagogami. Nie lubią pragmatyków za to, że obnażają demagogię. Uważają się też często za bardziej odważnych, jednak rzadko wychodzą na barykady. Najchętniej wysyłają na nie innych, sami ograniczają się do recenzowania czy wręcz krytykowania ich zachowań. Idealiści cenią postawę przeciw czemuś, dlatego nawołują do protestów. Potrafią być bardzo mocni w słowie – wykrzyczanym lub podpisanym. Pragmatycy większą wagę przywiązują do czynu, dlatego głównym instrumentem ich działania nie jest protestowanie, ale zmierzanie do rozwiązania problemu. To wymaga pracy, poczynając od tej zwanej koncepcyjną, po organiczną. Wymaga też cierpliwości, bo efekty nie przychodzą z dnia ma dzień.

Idealiści uważają się za idealnych – co skądinąd nie dziwi – dlatego nie dostrzegają własnych błędów, a ich konsekwencjami obciążają pragmatyków, zarzucając im, że nie znaleźli sposobu na zapobieżenie konsekwencjom (nawet nie swoich) czynów. Idealiści znacznie częściej niż pragmatycy zachłystują się nowoczesnością. Pragmatycy są otwarci na nowoczesność, ale wolą ją wpuszczać jedynie drzwiami, wychodząc z założenia, że otwarcie równocześnie okien i drzwi spowoduje przeciąg, a w konsekwencji wywianie również tego, co jest nie tylko dobrą tradycją, ale i niewątpliwym dorobkiem dotychczasowej pracy i pragmatyków, i pasjonatów. Idealiści taką ostrożność uważają za zachowawczość i konserwę, często – niekiedy wręcz celowo – nie dostrzegając tego, co już osiągnięto.

Wygląda na to, że obozy idealistów (populistów i demagogów) i pragmatyków (postępujących zgodnie z zasadą „cierpliwie róbmy swoje") rozgrywać będą mecze o zwycięstwo w rozpoczynających się właśnie w samorządzie radców prawnych wyborach. Na wszystkich szczeblach, nie tylko krajowym. Zawody już się zaczęły i odbywają się pod hasłem: „Jaki samorząd, po co i dla kogo?". Jak wynika z frekwencji na zebraniach wyborczych w rejonach, udział w tych zawodach nie jest zbyt liczny. Ani idealiści, ani pragmatycy nie powinni być z tego zadowoleni, tyle że samo niezadowolenie i samo nawoływanie do szerszego udziału w życiu samorządu i podejmowaniu decyzji o jego wizji i strategii działania nie wystarcza.

Czytelnikowi mogłoby się wydawać, że trzymam wyłącznie stronę pragmatyków. Byłaby to nieprawda. Dla mnie ważne są intencje jednych i drugich. W pełni zgadzam się z tymi – również zaliczającymi się do idealistów – którzy nawołują, by w trwających już wyborach w samorządzie radcowskim nie zabiegać o funkcje jedynie dla spełnienia aspiracji elektów, ale o to, by razem z pragmatykami zrobić więcej dla wszystkich wykonujących zawód radcy prawnego. Zrobić więcej, bo coś już zostało zrobione i nie wolno tego zaprzepaścić. Zgadzam się z nimi, jeśli mają dobre intencje, a ich słowa o „wartościach i zasadach" odpowiadają ich dotychczasowym zachowaniom.

Autor jest prezesem Krajowej Rady Radców Prawnych