Kilka dni temu „Komsomolska Prawda” opublikowała analizę, której autor ubolewał nad skutkami światowych sankcji. Jak na propagandową funkcję rosyjskich mediów w artykule zaskakiwał opis rzeczywistości, w której znalazła się Rosja.
Sprawa dotyczyła… gwoździ. Sankcje ujawniły, że Rosja nie jest w stanie samodzielnie pokryć zapotrzebowania na ten produkt, niezbędny przecież nie tylko w budownictwie. Dotąd sprowadzano je z Azji i Europy. Autor pociesza się, że z czasem Rosja sforsuje tę przeszkodę i będzie w zakresie gwoździ samowystarczalna. Nie wymagają przecież złożonej myśli technicznej ani nowych technologii. Tylko kawałka drutu i urządzenia, które nada mu formę.
Sprawy mają się gorzej, gdy potrzebne są gwoździe lub śruby o bardziej skomplikowanej strukturze. Ich produkcja wymaga drogich maszyn i nowych technologii. A do jednego i drugiego Rosja nie ma dostępu.
Przerwanie łańcuchów dostaw sprawiło, że budowanie własnego zaplecza produkcyjnego jest dziś praktycznie niewykonalne. Komponenty trzeba sprowadzać z kilkunastu krajów jednocześnie.
Przykład gwoździa pokazuje, jak destrukcyjny wpływ na rosyjską gospodarkę mają nałożone przez cywilizowany świat sankcje. Blokują ją w wielu elementach. A kropla drąży skałę. Rosja, odcięta na wielu poziomach od globalnych rynków, zdaje się być bezradna.
Dobrze się dzieje, że rząd premiera Morawieckiego zdecydował się na kolejny krok i wciągnął na czarną listę następnych 50 rosyjskich podmiotów działających na polskim rynku. Próbowały one – często przez powiązania kapitałowe – maskować swoje pochodzenie i wsparcie dla reżimu Kremla. Teraz uniemożliwia się im działanie. Droga okrężna rosyjskiego importu staje się coraz bardziej domknięta, a odsieczy, która pozwoliłaby zakpić Putinowi z sankcji, jakoś nie widać.
Zachodni świat w tej sprawie powinien postępować z żelazną konsekwencją, ale też z rozsądkiem. Prywatna własność jest filarem każdego demokratycznego państwa prawa, dlatego przy tego rodzaju operacjach nie ma miejsca na pomyłki. Kryteria muszą być precyzyjne, nie mogą dawać szans na urzędniczą uznaniowość – bo ta otwiera pole do nadużyć. O to właśnie rząd powinien dbać szczególnie. Jeżeli bowiem państwo zacznie łamać zasady, na których straży stoi, krzywdząc przy tym własnych obywateli, zwycięzcą będzie Putin.
Warto więc sankcje formułować na chłodno, precyzyjnie i systematycznie odcinając rosyjskie firmy od gospodarczego krwiobiegu wolnego świata. Jeżeli będzie to robione konsekwentnie, kremlowskiej gospodarce pozostaną jedynie wspominane gwoździe. Za jakiś czas pewnie w końcu sama będzie w stanie je produkować, nawet w nadmiarze, bo żelaza w tym wielkim kraju pod dostatkiem. Jednak na stworzenie bardziej zaawansowanych produktów nie będzie już szans. Zatrzyma się przemysł lotniczy, samochodowy. Z braku części zamiennych do urządzeń przemysłowych staną fabryki, a w sklepach zabraknie genetycznie modyfikowanych nasion i wysokiej jakości nawozów. Będzie to koniec wojny.
Kiedy Ronald Reagan przed 40 laty rozpoczął zwycięską konfrontację z „imperium zła”, zajęła ona dekadę. Dziś w globalnym świecie trudno będzie przetrwać temu kolosowi na glinianych nogach choćby kilka lat.