Ogłaszając swoją „szóstkę", Grzegorz Schetyna skalkulował dobrze, akcentując w programie element praworządności, obrony konstytucji i sądów. Jest to bowiem jedno z niewielu spoiw łączących bardzo zróżnicowane elektoraty, o których głosy będzie się starała Koalicja Obywatelska. Takim wspólnym mianownikiem nie będą związki partnerskie, które wywołują entuzjazm wśród lewicowych wyborców, ale już nie u bardziej konserwatywnej części elektoratu PO. Podobnie zresztą jak obietnice socjalne. Sprawa praworządności łączy natomiast ich wszystkich.
Czytaj też: Schetyna proponuje „sześciopak” na wybory
Co jednak z realizacją „aktu odnowy demokracji", gdyby KO wygrała wybory? Przyjęcie pakietu „ustaw czyszczących" może być trudne z uwagi na konieczność zmiany konstytucji. Są też takie obszary, w których odkręcenie działań PiS może się okazać niemożliwe. A lista zarzutów wobec „dobrej zmiany" jest długa.
Zaczęło się od ułaskawienia Mariusza Kamińskiego skazanego nieprawomocnie. W tej sprawie wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny, a sprawa miała też swój ciąg dalszy przed Sądem Najwyższym. Przekreślanie zapadłych tam decyzji, a przede wszystkim prezydenckiej prerogatywy, co do której powstał interpretacyjny spór, może być karkołomne i generować jedynie kolejne spory prawne. Podobnie w kwestii wyborów sędziów TK uznawanych za tzw. dublerów. Ich usunięcie jest wręcz niewyobrażalne – co bowiem z zapadłymi wyrokami, które weszły już do obrotu prawnego? Poza tym reset kadrowy wymagałby zmian konstytucyjnych.
Łatwiej byłoby natomiast zmienić ustrój prokuratury, gdyż taka operacja była już ćwiczona w przeszłości. Przy wsparciu orzecznictwa Trybunału w Luksemburgu KO mogłaby też zwykłą ustawą zlikwidować polityczny tryb wyboru do Krajowej Rady Sądownictwa, przywracając stary tryb sędziowski, a także zlikwidować nowe izby w SN. Chociaż pewnie wywołałoby to nowy spór o konstytucyjność przerwania kadencji KRS i o nieusuwalność sędziów. Praktycznie nie do odkręcenia byłaby kwestia wymiany kadrowej władz w sądach. Sejm dał bowiem Zbigniewowi Ziobrze tylko pół roku pełnej swobody na odwoływanie i powoływanie prezesów. Po tym czasie wrócił trudniejszy konsultacyjny tryb, m.in. z KRS. W efekcie gdyby KO chciała zmienić teraz prezesów, musiałaby zastosować ten sam manewr, który wcześniej zrobiło PiS, a który uznawała za niekonstytucyjny.