U artysty zdiagnozowano nowotwór mózgu o wdzięcznej nazwie oligoastrocytoma. Nowotwór wymagał wycięcia, wskutek czego artysta stracił połowę prawej półkuli mózgu. Choroba dała o sobie znać właśnie w chwili, gdy Połoński poczuł się wolny jako muzyk. Kiedy osiągnął taki poziom techniczny i artystyczny, że mógł zagrać wszystko tak, jak chciał. Już wcześniej był laureatem wielu prestiżowych nagród. Po operacjach i rehabilitacji od kilku lat znów gra na wiolonczeli.
Jego dokonania artystyczne cieszą się dużym uznaniem i są bardzo wysoko oceniane, mimo że gra tylko jedną, prawą ręką – tą, która trzyma smyczek. Gra więc na czterech pustych strunach, czyli w zasadzie może się posługiwać głównie czterema dźwiękami. Czasem odkłada smyczek i korzysta z wymyślonej przez siebie techniki polegającej na jednoczesnym naciskaniu i szarpaniu struny jedną ręką lub uderzaniu jej na odpowiedniej wysokości. To pozwala wydobyć z instrumentu nieco więcej dźwięków, ale o określonej artykulacji. Kompozytorzy piszą dla Połońskiego specjalne utwory, dostosowane do jego możliwości gry. Ale czy mając do dyspozycji tak ograniczony zasób dźwięków, można tworzyć pełnowartościową muzykę? Czy muzyka właściwie bez melodii ma rację bytu?
Tak, to możliwe. Dominik Połoński poprzez swoje ograniczenia tworzy nowe środki muzycznego wyrazu. Potrafi za pomocą artykulacji (czyli odpowiedniego sposobu wydobycia dźwięku) oraz dynamiki (natężenia głośności dźwięku) malować niesamowite barwy dźwięku. I na tym właśnie skupia się artysta – na wyrażaniu utworu muzycznego za pomocą kolorystyki. W tych ograniczeniach muszą się odnaleźć także kompozytorzy. W tym przypadku widoczna jest szczególnie silna zależność pomiędzy wykonawcą a twórcą.
Historia Połońskiego stanowi doskonały pretekst do omówienia relacji między kreacją a interpretacją. Pomiędzy twórcą a artystą wykonawcą. A w prawie autorskim pomiędzy utworem a jego artystycznym wykonaniem.
W powszechnej świadomości wykonanie traktuje się jako coś oczywistego. Autor pisze muzykę, a artysta ma ją przekazać publiczności. Tymczasem w rzeczywistości jest inaczej. Artysta wykonawca wcale nie uzupełnia w utworze miejsc niedookreślonych i nie jest jedynie pośrednikiem pomiędzy autorem a słuchaczami. Wykonawca jest także kreatorem, twórcą interpretacji utworu. Spostrzegli to autorzy ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Artystyczne wykonanie jest tam bowiem odrębnym od utworu dobrem chronionym. Czym zatem innym jest sam utwór, a czym innym jego wykonanie. Cechy wykonania nie powodują zmian cech utworu. Muzyk w ramach takich elementów dzieła muzycznego, jak: artykulacja, dynamika, agogika i frazowanie, stwarza nowe dobro chronione, indywidualną interpretację utworu, a nie kolejną jego postać. Co prawda czasem twórca także w pewnym stopniu ustala te elementy utworu, ale nie zmienia to faktu, że wszelkie odstępstwa od ustalonej przez twórcę agogiki, dynamiki, artykulacji czy frazowania mieszczą się w zakresie dozwolonej interpretacji utworu przez artystę wykonawcę i mogą być jedynie kryterium oceny jego umiejętności oraz muzykalności. Witold Lutosławski zwierzył się kiedyś: „Jest jedna płyta z nagraniem moich utworów, której nie znoszę i chętnie bym ją połamał, a wykonawcom powiedziałbym, że nigdy więcej nie będą grali mojej muzyki". Złe wykonanie nie powoduje obniżenia wartości utworu, choć może oczywiście wpływać na jego negatywny odbiór u słuchaczy, którzy kontaktują się z utworem po raz pierwszy i nie znają innych jego interpretacji.