Rz: Współpraca z Markiem Biernackim, byłym ministrem sprawiedliwości, nie układała się najlepiej. Po zmianie na stanowisku ministra widać poprawę stosunków. Woli pan atmosferę dialogu podczas prac nad zmianami w prokuraturze niż narzucanie ministerialnych rozwiązań?
Andrzej Seremet: Oczywiście, że w takiej atmosferze lepiej się pracuje. To nie o atmosferę tu jednak chodzi, tylko o to, co z tych prac wynika i jakie będą ich skutki. Można się nawzajem przekonywać, dyskutować, czy nawet krytykować. W tamtej sytuacji wydawało się nam jednak, że najwięcej czasu i całą energię zużywano na ostrą krytykę, co uniemożliwiało szukanie najlepszych rozwiązań. I w naszej opinii ich nie znaleziono.
Przyzna pan, że poprawianie regulaminu trochę się rozmyło... Prokuratura ma swoje pomysły, minister najpierw się zastanawiał, co z nimi zrobić, a teraz przedkłada kolejne propozycje. Potrzeba znów czasu na zebranie opinii. Finału nie widać, chociaż prokuratura niecierpliwie na niego czeka.
Pracujemy intensywnie, pod presją czasu. Właśnie dostaliśmy najnowszą propozycję zmian w regulaminie. Czuję pewną satysfakcję. To, na co zwracaliśmy uwagę, zostało uwzględnione. Jest nowy, rozsądny pomysł na właściwość poszczególnych szczebli prokuratury, obowiązkowe referaty i dyżury aresztowe, zmiany dotyczą również zasad polityki kadrowej. Zrobimy wszystko, żeby szybko zmienić regulamin, tak by uratować prokuraturę przed paraliżem. Można było tego uniknąć, spokojnie pracując nad nowym regulaminem i nie wiążąc jego wejścia w życie z datą 1 stycznia 2015 r.
Czyli prokuratorzy rejonowi nie mają co liczyć na mniej pracy...