Kandydatka mówi o złej atmosferze konkursu, wrogim nastawieniu czy wręcz próbach jej ośmieszenia. Członkowie komisji zaprzeczają. Zostaje więc słowo przeciwko słowu.

Warto jednak zwrócić uwagę na protekcjonalny ton wypowiedzi, które szybko pojawiły się w mediach. „Jesteśmy zszokowani brakiem wiedzy kandydatki o strukturze ZUS i wielkości deficytu poszczególnych funduszy ZUS". „Rozumiem, że  kandydatce się nie powiodło, ale poziom popełnianych błędów był wysoki, wręcz bardzo wysoki" – oznajmił wiceminister pracy Marek Bucior.

Trudno sobie nawet wyobrazić, aby komisja kwalifikacyjna w jakiejś prywatnej instytucji publicznie podważała kompetencje kandydata, który nie uzyskał  pozytywnej oceny. Standardem jest raczej dyplomatyczne: „nie przeszedł konkursu". W całym przedsięwzięciu  wyboru nowego prezesa ZUS można jednak dopatrywać się przesłania na przyszłość. Publiczne instytucje to nie miejsce dla ludzi spoza urzędniczego systemu.

Wracając do publicznych wypowiedzi „rozgrzanych" członków zusowskiej komisji, moim zdaniem podważają one ich kwalifikacje do zasiadania w tak poważnym gremium. A co więcej, mogą  narazić tych urzędników na odpowiedzialność karną. Kodeks karny mówi: „Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Wniosek z całej historii jest jeden. Konkursy na stanowiska muszą być jawne, rejestrowane i poddawane publicznej kontroli. Inaczej republika urzędnicza będzie się trzymać mocno.