„Być może potrzebna będzie specjalna ustawa, która ureguluje skutki prawne działań przedstawicieli instytucji państwa działających niezgodnie z prawem" – powiedział w „Rzeczpospolitej" Jarosław Kaczyński.
Mógłby to być środek zaradczy, gdyby Trybunał uznał część ustaw nowego rządu, np. o służbie cywilnej czy medialną, za niekonstytucyjne, a rząd odmówił publikacji orzeczeń, co mogłoby spowodować chaos w państwie.
Niektórzy konstytucjonaliści wolą o tym nie mówić, by nie wywoływać wilka z lasu, ale to tylko potwierdza, że taka ustawa miałaby jednak w praktyce znaczenie. Warto się zatem przyjrzeć tej kwestii.
Taka ustawa mogłaby niejako przypominać sędziom i urzędnikom, że wyroki Trybunału obowiązują dopiero po opublikowaniu ich w Dzienniku Ustaw, ergo nieopublikowane nie obowiązują. Mogłaby też przypominać art. 7 konstytucji, który mówi, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa". Wreszcie mogłaby też przypominać o odpowiedzialności za zastosowania nieobowiązującego prawa czy niezastosowania obowiązującego, a także o odpowiedzialności zarówno odszkodowawczej, jak i dyscyplinarnej.
Rzecz w tym, że urzędnicy o tym wszystkim wiedzą.
– Nie jest poza tym rolą urzędników, i to w żadnym kraju, kontestowanie mocy ustawy – przypomina dr Stefan Płażek, adiunkt na Uniwersytecie Jagiellońskim, specjalizujący się w prawie administracyjnym.
Specjalna ustawa wydaje się zatem zbędna. Poza tym byłaby to zupełna nowość, ewenement, gdyż ustawy wprowadzają obowiązki i sankcje albo dają uprawnienia. Nie zawierają natomiast quasi-wykładni prawa, które i bez tego urzędnicy powinni znać. Inna rzecz, że obecny kryzys konstytucyjny też jest szczególny.
Zdaniem adwokata Józefa Forystka urzędnicy nie będą zapewne występować przed szereg. A to oznacza, że albo będą stosować się do specustawy, albo pod jakimś pretekstem będą czekać z wydaniem decyzji, by tylko jej nie naruszyć. Przynajmniej do czasu, aż któraś ze sprzecznych opcji prawnych zwycięży w sądach.
W tym czasie specustawa byłaby dla urzędników argumentem, by nie powiedzieć: alibi, by się do „wykładni" rządu i parlamentu stosować. Co więcej, w procesie o odszkodowanie za niewydanie decyzji czy niezastosowanie się do nieopublikowanego orzeczenia Trybunału będzie łatwo bronić urzędnika, gdyż powoła się na wykładnię specustawy.
Więcej swobody mają oczywiście sędziowie, którzy w sprawowaniu swego urzędu są niezawiśli, ale oni też podlegają nie tylko konstytucji, ale i ustawom.
Sądom trudniej niż Trybunałowi pominąć ustawę, choć kilka dni temu Sąd Najwyższy odmówił zastosowania przepisu formalnie obowiązującego, ale w jego ocenie niekonstytucyjnego. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a przyjęcie jednolitego stanowiska w sądach może być trudne i wymaga czasu.
W tym czasie spór wokół TK może wygasnąć.