Reklama

Posłowie nie zgodzili się na wysłuchanie publiczne w sprawie projektu reformującego system oświaty

Posłowie, jak nietrudno się domyślić głównie PiS, nie zgodzili się na wysłuchanie publiczne w sprawie projektu reformującego system oświaty, choć dotyczy on milionów Polaków.

Aktualizacja: 10.12.2016 07:29 Publikacja: 10.12.2016 07:06

Posłowie nie zgodzili się na wysłuchanie publiczne w sprawie projektu reformującego system oświaty

Foto: Fotorzepa, Magda Starowieyska

Nie potrafię zrozumieć dlaczego. Jako obywatel i rodzic uważam, że dyskusja o wydłużeniu szkoły podstawowej i liceum oraz likwidacji gimnazjum jest bardzo potrzebna. Może dałoby się przekonać posłów, że zmiany można wprowadzić nieco później. Szóstoklasiści, rodzice, samorządy mieliby czas na przygotowanie. Może ktoś zaproponowałby lepsze rozwiązanie, np. siedmioklasowe szkoły podstawowe i pięcioletnie licea – taki pomysł podrzucili mi nauczyciele, którzy raczej nie protestują w szeregach ZNP. Niestety w debatach zorganizowanych przez panią minister Zalewską, podobnie zresztą jak w tych dotyczących obniżenia wieku szkolnego przeprowadzonych osiem lat temu przez Katarzynę Hall, trudno im było zabrać głos.

Ktoś powie: czego się spodziewać po politykach, którzy nie przeprowadzili konsultacji w wielu innych, równie istotnych projektach, np. dotyczących Trybunału Konstytucyjnego, kwoty wolnej od podatku czy programu „Za życiem". A wystarczyłoby nie zamykać uszu na proste uwagi, by uniknąć kłopotów teraz i przyszłości.

Co więcej, rodzice dzieci niepełnosprawnych żalą się, że rząd pracuje nad kolejnymi zmianami, ale w zaciszu gabinetów. Nie chce słuchać, czego tak naprawdę potrzebują, dlaczego system działa źle i czy można go usprawnić. W efekcie niektóre pomysły mogą tylko zaszkodzić. Słyszałam, że zaproponowano pani premier Szydło, by zatrudniła osobę z zespołem Downa i dała przykład urzędom i spółkom Skarbu Państwa.

Gdyby PiS konsultował swoje pomysły, może ktoś życzliwy podpowiedziałby mu, dlaczego się myli, a wicepremier Mateusz Morawiecki nie musiałby się tłumaczyć, że w konstytucji dla biznesu nie było przepisu ograniczającego wrzucanie wydatków na firmowe auto w koszty. W książeczce, którą prezentował, może nie było, ale w o wiele ważniejszym dokumencie, czyli projekcie przepisów – ktoś go umieścił. Niestety PiS już niejeden raz pokazał, że nie lubi słuchać nawet tych, którzy dobrze mu życzą. W efekcie może się okazać, że Polacy, którzy głosowali na PiS zawiedzeni polityką PO, zawiodą się i na nich. Dlatego warto, by rządzący wzięli sobie do serca słowa Piotra Staronia, który twierdzi, że w pracy radcy najważniejsze jest przyjęcie postawy poszukiwacza, który szpera w sprawie, nie wyciągając zawczasu wniosków (I 7). Dzięki temu nie byłoby ataku na organizacje pozarządowe, tylko uwagi merytoryczne. Nie można bowiem wszystkich fundacji wrzucać do jednego worka. Ważne jest zaś, aby ktoś sprawdzał, czy ogłaszane konkursy są podyktowane rzeczywistą potrzebą oraz czy wynagrodzenia dla realizatorów nie są zawyżone.

Aleksander Tobolewski pisze: „Jeśli nie będzie otwartej, ostrej i bez zahamowań wymiany poglądów, to do czego dojdziemy? Kilku nawiedzonych będzie według swoich kontrowersyjnych poglądów narzucać Polsce idee i tworzyć przepisy prawa, a wszyscy „ruki po szwam"?" (I8). Nawet jeśli wielu się z nim nie zgadza, trzeba pamiętać, że kto słucha uwag, nie błądzi.

Reklama
Reklama
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: Prawo autorskie w prokuraturze się nie przyjęło
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Dajcie mi sędziego, a znajdę coś na niego
Opinie Prawne
Marek Kolasiński, Krzysztof Koźmiński: Czy powrót do przeszłości ma sens
Opinie Prawne
Sebastian Koćwin: Głos o sytuacji Funduszu Pracy
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: „Chów wsobny” sędziów nie okazał się dobrym rozwiązaniem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama