Zarządzanie nimi bardzo przypomina prowadzenie samochodu. Lekkomyślność i brawura są przy tym najmniej przydatne. Trzeba uważać na gospodarczych zakrętach, pilnować odległości do najbliższej stacji finansowego paliwa itd. Dlatego są przepisy bezpiecznej jazdy budżetem. 60 proc. PKB – konstytucyjny limit wysokości zadłużenia oraz stabilizująca reguła wydatkowa (SRW). Pierwsze ograniczenie nie pozwala państwu nadmiernie, czyli niebezpiecznie, się zadłużać. Drugie zaś porządkuje jego bieżące wydatki tak, by zagwarantować na koniec roku utrzymanie zadłużenia w ryzach.

Bezpieczna jazda najwyraźniej znudziła się urzędnikom Ministerstwa Finansów. Zamiast kierować budżetem ostrożnie, chcą wcisnąć gaz do dechy. Zakręty pokonywać bokiem, z dymem palonych opon. Żadnych limitów, żadnych reguł! Minister nazwał konstytucyjne ograniczenie „sztuczną barierą". Według niego należy je albo znieść, albo podwyższyć. W sumie to na jedno wychodzi. Budżet może jechać z nadmierną prędkością, czyli nadmiernym zadłużeniem. Już teraz zresztą stosuje się różne kruczki i fortele. Jak wypychanie wydatków do rozmaitych funduszy bądź ukrywanie ich w formie obligacji skarbowych przekazywanych instytucjom państwowym. Lub zwalanie zadań na samorządy bez zapewnienia finansowania. Na papierze budżet wygląda dzięki temu lepiej. Za to lepiej nie patrzeć na wynik. Jeśli policzyć zadłużenie zgodnie z normami UE, można dostać zawału.

Zdaniem ministra do zabezpieczeń wystarczy SRW. Reguła stała się jednak właśnie takim drogowym znakiem nakazu, który zamiast coś ograniczać, dostosowuje się do prędkości samochodu. Lub którym kierowca może zdalnie sterować, tak jak się przełącza pilotem kanały w telewizorze. Niedawno SRW została zmieniona „klasyczną" nocną wrzutką poselską. Doklejoną do... nowelizacji ustawy o pracownikach delegowanych. A dotyczyła miliardów złotych! Fundamentalne dla bezpieczeństwa finansowego państwa sprawy załatwiono więc po cichu, jak szemrany interes. Bez konsultacji społecznych, bez debaty publicznej i wymiany rzeczowych argumentów.

Można się spodziewać, że za każdym razem, gdy w kasie państwa zabraknie pieniędzy, resort finansów zamiast włączyć tryb oszczędzania, sięgnie po „pilota zdalnego sterowania" SRW. Cyk i już można wydać więcej, niż się ma. Drugie cyk i jeszcze więcej. Hajda i do przodu!

Usuwanie nakazów, ograniczeń i twardych reguł nie sprawi, że droga w magiczny sposób stanie się prosta, szeroka i bezpieczna! Pandemia nie wyparuje, recesja nie podwinie ogona pod siebie i nie ucieknie. Nie zniknie kryzys demograficzny, widoczny na naszym horyzoncie. Szaleństwo zadłużenia trzeba będzie spłacić.

Co się stanie, gdy zniknie limit długu, a SRW będzie można regulować „na pilota"? To, co dzieje się, gdy młodzi ludzie podbierają rodzicom samochody. I próbują udowodnić, że jeżdżą tak dobrze jak Robert Kubica. Problem w tym, że to my, wszyscy Polacy, siedzimy na tylnej kanapie. A za kierownicą jest ktoś, kto uważa znaki ograniczenia prędkości za „sztuczne bariery". Znak może jest i sztuczny, ale drzewa okalające zakręt za nim są jak najbardziej naturalne. Realne i twarde jak diabli.

Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP