Świadkowie bywają potrzebni wtedy, gdy jedni mówią, że było tak czy siak, inni zaś, że całkiem inaczej, albo że w ogóle nic takiego nie miało miejsca.
Niespełna dwa tygodnie przed wprowadzeniem stanu wojennego – w poniedziałek pierwszego grudnia tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego pierwszego roku o godzinie osiemnastej – w siedzibie niegdysiejszego tygodnika „Szpilki" przy warszawskim Placu Trzech Krzyży otwierano wystawę karykatur sławnego i genialnego krakowskiego rysownika Andrzeja Mleczki.
Wśród dobrze ponad stu zaproszonych gości ze świata kultury, sztuki i mediów pojawił się także sam Adam Michnik (podówczas czołowy opozycjonista demokratyczny) oraz Jerzy Urban (podówczas rzecznik rządu generała Jaruzelskiego). Młodym ludziom na wszelki wypadek uprzytomnię orientacyjnie, że były to czasy tzw. Pierwszej Solidarności i – choć to wydaje się dziś zupełnie nieprawdopodobne – nie istniała wówczas „Gazeta Wyborcza" ani tygodnik „NIE". Owszem, ukazywał się „Przekrój", a szefostwo „Tysola" sprawował Tadeusz Mazowiecki. Obecny nadredaktor „Rzepy" miał skończone 16 lat.
Otóż tego samego dnia wieczorem w jakimś serwisie informacyjnym TVP nadano krótką relację z tego panaMleczkowego wermutażu, a komentarz kończył się słowami: „...Można też było zobaczyć widoki niezwykłe..." – i w tym miejscu pokazano uśmiechniętych, objętych ramionami i pozujących do kamery Michnika i Urbana.
To szokujące ujęcie (być może zaaranżowane ad hoc i dla draki) trwało krótko, zaledwie kilka sekund, ale widziały je miliony telewidzów. Sęk w tym, że było to ponad trzydzieści trzy lata temu...