Poniedziałkowa wizyta premier Kopacz w Kijowie dołożyła kolejny element w układance, która może na zawsze osłabić Rosję, podcinając gałąź, na której zawisł jej budżet, czyli eksport surowców energetycznych. Do niedawna Kreml wojował o swoje interesy, śląc do boju Gazprom. Z marnym efektem. Teraz czas na ripostę z użyciem tej samej broni – energetyki. Deklaracje szefowej polskiego rządu więcej niż cieszą, byle tylko zostały zrealizowane.
Krytycy rosyjskiej polityki w wykonaniu rządów Platformy Obywatelskiej wytykają jej nieskuteczność. Problem w tym, że podobnie wyglądały sprawy z polityką wschodnią PiS. Przyniosła równie marne efekty, co nie znaczy jednak, iż była z definicji zła. Budowanie sojuszu państw posowieckich skierowanego przeciw Moskwie miałoby ręce i nogi, gdyby, po pierwsze, chciały one takiej inicjatywy, po drugie, suma ich potencjałów stanowiła równoważnik dla Rosji. W oby wypadkach jest jednak inaczej.
PO – zarówno za rządów Tuska, szczególnie po wygaszeniu resetu z Moskwą, jak i obecnie – woli montować antyrosyjski „blok" na podstawie interesów energetycznych w UE oraz zasady solidarności europejskiej. W porównaniu z neoprometeizmem mało to szlachetne, ale może się okazać skuteczniejsze. Pod jednym wszakże warunkiem, że założenia zostaną zrealizowane. PO bowiem cechuje łatwość składania obietnic, za którymi nie idą czyny; owa przypadłość dotyczy także spraw fundamentalnych, w tym bezpieczeństwa państwa.
Przekładając powyższe na kijowską ekskursję premier Kopacz, jeśli Polska rzeczywiście wyłoży pieniądze na zmodernizowanie ukraińskich elektrociepłowni, budowę przełącznika gazowego, następnie zaś zacznie pompować na wschód gaz z terminalu w Świnoujściu i będzie na forum UE walczyć o włączenie Ukrainy do europejskiego systemu energetycznego, nasza geostrategiczna gra zakończy się sukcesem, i to przez duże „S". Jeśli zaś słowa pozostaną tylko słowami, Rosja w końcu powstanie z obecnego upadku i zamknie się okienko historycznej szansy na jej osłabienie.
Nagie fakty pokazują, że nie są to czcze spekulacje. Gazprom i Rosnieft, dwie największe rosyjskie potęgi surowcowe, wykazują deficyt i proszą państwo o pomoc. Wstrzymano budowę gazociągu South Stream, podobnie jak wiercenia w Arktyce. Wydobycie gazu i ropy w Rosji spada, maleje też udział rosyjskich węglowodorów w europejskim rynku. Rośnie za to liczba połączeń interkonektorami wewnątrz Unii Europejskiej, powstają nowe terminale LNG (Kłajpeda, wkrótce Świnoujście), które pozwolą kupować surowiec niemal od ręki. Nie udało się wejście Gazpromu na europejski rynek odbiorcy końcowego. Europa, w tym Polska, jest już na drodze energetycznego uniezależnienia się. Kiedy dodamy do tego nadchodzącą decyzję administracji USA o uwolnieniu eksportu taniej amerykańskiej ropy łupkowej i gazu łupkowego, można powiedzieć, że nad Rosją zachodzi słońce energetycznego dobrobytu.