Prognozowanie wyników wyborów na kilka miesięcy przed ich finałem jest bardzo ryzykowne. Ostatniego, i to bardzo spektakularnego dowodu na potwierdzenie tej tezy dostarczyły nasze ostatnie wybory prezydenckie. Przygniatająca większość komentatorów politycznych uważała, że są one rozstrzygnięte na rzecz Bronisława Komorowskiego. Ta opinia dominowała jeszcze na kilka dni przed pierwszą turą. Ja także ją podzielałem. Dlatego teraz nie będę orzekał o tym, które ugrupowanie wygra październikowe wybory parlamentarne.
Taktyka wyborcza
Jest jednak dla mnie oczywiste, że to PiS jest w nich zdecydowanym faworytem, i to nie tylko dlatego, że tak obecnie wskazują sondaże opinii publicznej. Na korzyść tej partii działa dynamika polityczna uruchomiona przez wynik wyborów prezydenckich. Jest logiczne, że ci wyborcy, którzy głosowali w wyborach prezydenckich na Andrzeja Dudę ze względu na jego program, w tym szczodrze składane obietnice, będą skłonni w wyborach parlamentarnych głosować na ugrupowanie, które zapowiada realizację zobowiązań i obietnic wyborczych prezydenta elekta. Na korzyść PiS działa także znużenie ośmioletnimi rządami koalicji PO–PSL i trudności, jakie będzie miał Paweł Kukiz, aby otrzymane w wyborach prezydenckich głosy protestu utrzymać w wyborach parlamentarnych, w których trzeba będzie przedstawić w miarę spójny pozytywny program i uwiarygodnić go kandydatami na posłów i senatorów.
Jednak w największym stopniu na korzyść PiS działa obrana przez to ugrupowanie taktyka wyborcza. Od 2007 roku bardzo wielu wyborców głosowało na PO przede wszystkim dlatego, że widziało w tej partii najsilniejszą zaporę blokującą formacji Jarosława Kaczyńskiego drogę do władzy.
Czego obawiali się ci wyborcy? Oczywiście te obawy były różne, ale w największym skrócie można sprowadzić je do lęku przed politycznym awanturnictwem i kontynuowaniem metody rządzenia praktykowanej przez PiS w latach 2005–2007, a w szczególności w okresie, gdy na czele rządu stał Kaczyński. Otóż prezes PiS zrobił bardzo wiele, aby te obawy rozwiać albo znacznie osłabić w wielkiej tegorocznej politycznej rozgrywce.
Świetnym posunięciem Jarosława Kaczyńskiego było wysunięcie w wyborach prezydenckich sympatycznego i młodego kandydata, który w swej kampanii ujawnił talenty mówcy wiecowego i wykazał się wielką pracowitością. Takim samym posunięciem było wskazanie przez prezesa PiS Beaty Szydło jako kandydatki na przyszłego premiera. Robi ona zdecydowanie dobre wrażenie: osoby opanowanej, unikającej skrajności i twardo stąpającej po ziemi. Jej atutem jest także skuteczność, jaką wykazała w roli szefowej kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy.