Reklama

IV Rzeczpospolita może wrócić

Dotychczasowa droga Jarosława Kaczyńskiego wskazuje na to, że chodzi mu o coś więcej niż naprawa państwa, które zdarzało mu się określać mianem kondominium niemiecko-rosyjskiego – pisze publicysta.

Aktualizacja: 25.06.2015 19:52 Publikacja: 24.06.2015 20:14

IV Rzeczpospolita może wrócić

Foto: Fotorzepa,Jerzy Dudek

Prognozowanie wyników wyborów na kilka miesięcy przed ich finałem jest bardzo ryzykowne. Ostatniego, i to bardzo spektakularnego dowodu na potwierdzenie tej tezy dostarczyły nasze ostatnie wybory prezydenckie. Przygniatająca większość komentatorów politycznych uważała, że są one rozstrzygnięte na rzecz Bronisława Komorowskiego. Ta opinia dominowała jeszcze na kilka dni przed pierwszą turą. Ja także ją podzielałem. Dlatego teraz nie będę orzekał o tym, które ugrupowanie wygra październikowe wybory parlamentarne.

Taktyka wyborcza

Jest jednak dla mnie oczywiste, że to PiS jest w nich zdecydowanym faworytem, i to nie tylko dlatego, że tak obecnie wskazują sondaże opinii publicznej. Na korzyść tej partii działa dynamika polityczna uruchomiona przez wynik wyborów prezydenckich. Jest logiczne, że ci wyborcy, którzy głosowali w wyborach prezydenckich na Andrzeja Dudę ze względu na jego program, w tym szczodrze składane obietnice, będą skłonni w wyborach parlamentarnych głosować na ugrupowanie, które zapowiada realizację zobowiązań i obietnic wyborczych prezydenta elekta. Na korzyść PiS działa także znużenie ośmioletnimi rządami koalicji PO–PSL i trudności, jakie będzie miał Paweł Kukiz, aby otrzymane w wyborach prezydenckich głosy protestu utrzymać w wyborach parlamentarnych, w których trzeba będzie przedstawić w miarę spójny pozytywny program i uwiarygodnić go kandydatami na posłów i senatorów.

Jednak w największym stopniu na korzyść PiS działa obrana przez to ugrupowanie taktyka wyborcza. Od 2007 roku bardzo wielu wyborców głosowało na PO przede wszystkim dlatego, że widziało w tej partii najsilniejszą zaporę blokującą formacji Jarosława Kaczyńskiego drogę do władzy.

Czego obawiali się ci wyborcy? Oczywiście te obawy były różne, ale w największym skrócie można sprowadzić je do lęku przed politycznym awanturnictwem i kontynuowaniem metody rządzenia praktykowanej przez PiS w latach 2005–2007, a w szczególności w okresie, gdy na czele rządu stał Kaczyński. Otóż prezes PiS zrobił bardzo wiele, aby te obawy rozwiać albo znacznie osłabić w wielkiej tegorocznej politycznej rozgrywce.

Świetnym posunięciem Jarosława Kaczyńskiego było wysunięcie w wyborach prezydenckich sympatycznego i młodego kandydata, który w swej kampanii ujawnił talenty mówcy wiecowego i wykazał się wielką pracowitością. Takim samym posunięciem było wskazanie przez prezesa PiS Beaty Szydło jako kandydatki na przyszłego premiera. Robi ona zdecydowanie dobre wrażenie: osoby opanowanej, unikającej skrajności i twardo stąpającej po ziemi. Jej atutem jest także skuteczność, jaką wykazała w roli szefowej kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy.

Reklama
Reklama

Wielkoduszna rezygnacja

Oglądając sobotnią konwencję PiS, łapałem się na myśli, że gdybym zjawił się w Polsce po wieloletniej nieobecności, nie mając wiadomości z kraju, albo stracił pamięć o wydarzeniach rozgrywających się w Polsce w ciągu ostatniego dziesięciolecia, patrzyłbym na tę konwencję z sympatią i niejeden raz się wzruszył. Zaniepokoiłbym się oczywiście zapowiedzią kandydatki na szefa rządu zamiaru cofnięcia reformy emerytalnej, ale przeważałyby dobre wrażenia. Oto historyczny lider partii wielkodusznie rezygnuje z ubiegania się o urząd premiera, aby zwiększyć szanse na sukces wyborczy swego ugrupowania. Wzruszyłbym się atmosferą przyjaźni i braterstwa, sposobem odnoszenia się do siebie prezydenta elekta, kandydatki na szefa rządu i prezesa partii. Podobałaby mi się generalna tonacja: wezwania do słuchania Polaków, do okazywania szacunku ludziom różniącym się w poglądach i do naprawy państwa (a nie budowy państwa nowego). Byłbym przekonany, że oglądam konwencję umiarkowanej partii prawicowej czy centroprawicowej zasługującej na zaufanie wyborców.

Na tym tle konwencja PO wypadła po prostu blado. Spięta pani premier, przepraszająca za zachowanie swych do niedawna bliskich współpracowników, wdająca się niepotrzebnie w zaczepki pod adresem Beaty Szydło, która nie zdążyła jeszcze zasłużyć na krytykę, i co najmniej mało kurtuazyjnie zapraszająca do debaty Kaczyńskiego lub Szydło (ewentualnie ich oboje). Występując w tym stylu, PO będzie miała duże kłopoty z odrabianiem strat do PiS.

W takiej sytuacji najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy PiS (nie proklamując tego otwarcie) zmienił swój polityczny profil na zdecydowanie bardziej umiarkowany, a jego lider zdecydował się oddać znaczną część rzeczywistej władzy swoim dotychczasowym uczniom i współpracownikom: Andrzejowi Dudzie i Beacie Szydło, czy też mamy do czynienia jedynie z manewrem taktycznym mającym zwiększyć wyborcze szanse PiS i Jarosław Kaczyński zamierza politycznie dominować nad przyszłym prezydentem i panią premier (w przypadku zwycięstwa tej partii w wyborach sejmowych), a jego celem pozostaje zbudowanie IV Rzeczypospolitej na gruzach obecnego państwa polskiego.

Jest dla mnie oczywiste, że korzystna dla Polski byłaby pierwsza ewentualność. Stwarzałaby szansę na zakończenie zimnej wojny polsko-polskiej. Wszystko jednak wskazuje na to, że odpowiedź na postawione przeze mnie pytanie poznamy dopiero po wyborach parlamentarnych. Do tego czasu będziemy skazani na przypuszczenia i naszą intuicję.

Podzielę się swoją prognozą. Opiera się ona przede wszystkim na znajomości Jarosława Kaczyńskiego jako polityka. Zawsze pragnął on realnej władzy. Nie interesowały go jej pozory ani zaszczyty związane z celebrowaniem urzędów. Potrafił rządzić z pozycji szefa Kancelarii Prezydenta Lecha Wałęsy, próbował to robić jako architekt rządu Jana Olszewskiego i wywierał wielki wpływ na rząd Kazimierza Marcinkiewicza, zanim zdecydował się na usunięcie tego polityka z urzędu premiera, by zająć jego miejsce. Jedynie współpracę z bratem Lechem Kaczyńskim opierał na zasadach partnerstwa i zaufania.

Sądzę więc, że Jarosław Kaczyński będzie próbował zachować kontrolę przynajmniej nad kluczowymi decyzjami ośrodka prezydenckiego i rządu, jeśli to PiS go utworzy. Kaczyński był także wierny temu samemu projektowi politycznemu, którego zręby powstały już w 1990 roku, a próba realizacji nastąpiła w latach 2006–2007. Jest to program budowy nowego państwa – IV Rzeczypospolitej. Jego treść opisywałem wielokrotnie. Przypuszczam, że prezes PiS pozostaje wierny temu projektowi i nie zadowoli się naprawą państwa istniejącego, które zdarzało mu się przecież nazywać kondominium niemiecko-rosyjskim.

Reklama
Reklama

Nie wykluczam, że z czasem nastąpi emancypacja polityczna współpracowników Jarosława Kaczyńskiego powołanych na najwyższe stanowiska państwowe, ale zakładam, że w pierwszej fazie rządów PiS wpływ lidera tej partii na politykę państwa będzie największy.

Nie mam wielkich złudzeń co do tego, że przed rozstrzygnięciem wyborów parlamentarnych uzyskamy ze strony PiS odpowiedzi na ważne pytania. Trzeba je jednak zadać.

Kamiński na szefa CBA?

Czy stan państwa polskiego usprawiedliwia błaganie na uroczystościach kościelnych i demonstracjach politycznych: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie"? Czy zasługują na pochwałę i będą kontynuowane metody „oczyszczania życia publicznego" zastosowane przez CBA wobec Andrzeja Leppera w aferze gruntowej i Aleksandra Kwaśniewskiego, a także pokazówki, takie jak sprawa doktora Garlickiego? Czy Mariusz Kamiński wróci na stanowisko szefa CBA? Czy podtrzymywany jest pogląd, że 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem doszło do zamachu na polską delegację z prezydentem na czele i odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za to, że do niego doszło, spada na ówczesny rząd Rzeczypospolitej?

Takich pytań jest znacznie więcej. Odpowiedzi na nie udzielone przez miarodajnych polityków PiS, a przede wszystkim Jarosława Kaczyńskiego i Beatę Szydło, pozwoliłyby potwierdzić bądź zmniejszyć obawy związane z ewentualnością powrotu do władzy tego ugrupowania.

Autor jest historykiem i politykiem. W czasach PRL lider opozycyjnego konserwatywnego Ruchu Młodej Polski, w III RP m.in. Unii Demokratycznej, Partii Konserwatywnej i Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Pałka: Polska 2050 już wybrała przewodniczącą. Tylko o tym nie wie
Opinie polityczno - społeczne
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Jak Donald Trump kreuje rzeczywistość za pomocą memów
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama