Jacek Nizinkiewicz: Byłem w Orlenie u Obajtka i nie mam się czego wstydzić. Ale temat warto podjąć

Wrzucenie do jednego worka dziennikarzy wykonujących pracę i funkcjonariuszy PiS, którzy załatwiają interesy nie ma nic wspólnego z rzetelnością. W przeprowadzaniu wywiadu w siedzibie spółki nie ma nic złego. Temat jest głębszy i warto go opisać.

Publikacja: 17.03.2024 19:11

Daniel Obajtek

Daniel Obajtek

Foto: Fotorzepa/ Jerzy Dudek

Na internetowej stronie magazynu „Press" pojawiła się lista dziennikarzy, którzy w czasach rządów Daniela Obajtka odwiedzali Orlen (w latach 2018-2024). Znalazłem się na niej i ja. Nie mam z tym żadnego problemu, bo te informacje są jawne co najmniej od 21 kwietnia 2021 roku, kiedy to został opublikowany w „Rzeczpospolitej” mój i Michała Niewiadomskiego wywiad z Danielem Obajtkiem. Właśnie w celu przeprowadzenia rozmowy z prezesem Orlenu byłem pierwszy i ostatni raz w siedzibie spółki. Wywiad zapowiadałem przed jego publikacją i wielokrotnie reklamowałem go w mediach społecznościowych, a o kulisach spotkania mówiłem zarówno w programach TVN24, Polsat News czy w programie Tomasza Sekielskiego.

Co wyniosłem ze spotkania z Danielem Obajtkiem

Ze spotkania w Orlenie wyniosłem dwie rzeczy: wywiad i COVID19. W siedzibie spółki, kiedy większość z nas była jeszcze przed pierwszymi szczepieniami na koronawirusa, nikt nie nosił maseczek. Poza wizytą w Orlenie, nigdzie nie wychodziłem przez kilka dni wcześniej, ani później, podobnie moi bliscy. Jestem przekonany, że właśnie tam zostałem zakażony. Autoryzację rozmowy, która trwała trzy dni, przeprowadzałem już chory z łóżka. Rozmowa zatytułowana: „Nie ma żadnej afery. Jest zaplanowane zlecenie” jest dostępna na stronach „Rzeczpospolitej” i każdy może sprawdzić i ocenić jej poziom i zweryfikować, czy rzeczywiście nie było żadnej afery.

Lista dziennikarzy, którzy byli w Orlenie. Czego „Press” nie chciał sprawdzić

Wydarzenia kolejnych lat potwierdzają, że była afera, i to nie jedna związana z Obajtkiem i Orlenem. O tym za chwilę. Wrócę na chwilę do listy. Znaleźli się na niej dziennikarze i osoby nazywające się dziennikarzami z różnych mediów. Niektórzy, jak Artur Molęda z TVN24 wytłumaczyli się, że byli tam tylko służbowo realizować materiał do programu. Wytłumaczyłem się i ja, bo w Orlenie i z Obajtkiem spotkałem się tylko raz i w celach przeprowadzenia wywiadu.

Czytaj więcej

Daniel Obajtek zdradza, ile dostał odprawy. „Jestem człowiekiem zamożnym”

Piszę o tym, gdyż materiał „Press” powielany przez inne media nie podaje, ile razy dani dziennikarze byli w siedzibie Orlenu. Czytamy jedynie: „Zdecydowanym rekordzistą jest Piotr Nisztor z TVP, mający na koncie 72 wizyty. Daleko za nim, ale następni w kolejności są Zbigniew Benbenek (właściciel ZPR Media) – 16 razy, Jacek i Michał Karnowscy (”Sieci”) – 15 oraz reprezentanci RMF FM – Krzysztof Berenda (15) i Marek Balawajder (9).”

Nie jest chlubą znaleźć się na liście obok braci Karnowskich czy Nisztora. Ale też dziennikarz publikujący materiał mógł zadzwonić i zapytać, kto ile razy był w Orlenie i w jakim celu. Nie mam nic do ukrycia. Wybrano inną opcję, stygmatyzującą. Nagrania z mojej rozmowy można śmiało publikować, nie mam nic przeciwko temu. I to zarówno sprzed wywiadu, który mam utrwalony na taśmie, jak i po. Nie jestem Nisztorem i nic dla siebie, ani dla nikogo innego nie załatwiałem. Nich każdy odpowiada za siebie.

Można również publikować listy obecności na Nowogrodzkiej, Wiejskiej, w Kancelarii Prezydenta czy Kancelarii Premiera. Wszędzie tam też byłem w celach przeprowadzenia wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, Grzegorzem Schetyną, Donaldem Tuskiem, Bronisławem Komorowskim i innymi politykami. Nie tłumaczę się, ale chcę wykazać, jak łatwo zrobić burzę w szklance wody nie sprawdzając informacji u źródła. Jeśli będę mógł zrobić wywiad z Obajtkiem lub jego następcą w Orlenie to przeprowadzę takie wywiady bez wahania. Tym bardziej, że wywiad z Obajtkiem musiałby wyglądać szalenie interesująco po ujawnieniu rozmowy z Nisztorem.

Afery Orlenu za czasów rządów PiS

Znamienne, że żaden z nich spotkaniu i autentyczności rozmowy nie zaprzeczył. Zostawmy na boku Nisztora, załatwiającego pracę dla żony i ojca, uważającego się za dziennikarza i będącego twarzą Telewizji Republika. Niech broni swojej wiarygodności, jeśli jeszcze jest czego. Sprawa Obajtka może i powinna skończyć się w prokuraturze. W wywiadzie, który przeprowadziłem z prezesem Orlenu nie wytłumaczył się ze swojego majątku, nie przedstawił dowodów na legalność szybkiego jego pomnożenia. Nie przedstawił również dowodów później. Nagrania z Nisztorem obnażają nie tylko charakter samego Obajtka, jako załatwiacza, który nie ma skrupułów, żeby kogoś „wypierd…ć” z pracy, żeby dać ją osobie zaprzyjaźnionej i jeszcze lepiej za nią płacąc (to są pieniądze spółki skarby państwa, czyli publiczne), ale również funkcjonowanie mediów sprzyjających PiS i samego państwa PiS. Były już szef Orlenu napisał w mediach społecznościowych: „Nielegalne nagrywanie prezesa największej spółki w Polsce i regionie, w jego gabinecie jest patologią samą w sobie. Ale przekazywanie tych nagrań "dziennikarzom" to już skrajna patologia i zaprzeczenie wszelkich zasad funkcjonowania kraju, służb, instytucji. Przez ostatnie lata próbowano mnie zniszczyć, a teraz widać, jak wielka była tego skala. Tylko dlatego, że budowałem silną polską firmę. To potężny atak na mnie i kolejna próba zohydzenia mojej osoby. Składam zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury.”

Daniel Obajtek oskarża państwo PiS

Warto odnieść się do słów Obajtka. Czy zawiadomienie do prokuratury zostało złożone? Patologię uskuteczniano od 2018 r., czyli za rządów PiS. Kto „nielegalnie nagrywał” Obajtka w Orlenie? CBA? Służby, ze które odpowiadał Mariusz Kamiński, które nie wydały Obajtkowi dostępu do tajemnic państwowych? Obajtek, kiedy kierował rządową agencją, strategiczną spółką państwa uniknął prześwietlenia przez służby specjalne. Wcześniej wszyscy członkowie zarządu koncernu PKN Orlen i prezesi spółki mieli certyfikaty bezpieczeństwa, gwarantujące dostęp do tajemnic państwa. Nie Obajtek.

Czytaj więcej

Donald Tusk: Daniel Obajtek wynajął detektywa, który inwigilował polityków KO

Swoją drogą, nie przypominam sobie, żeby np. byłemu szefowi Orlenu przeszkadzały nielegalnie nagrania z „Sowy i przyjaciół”, które pomogły PiS dojść do władzy. Skąd pluskwa w Orlenie? Jeśli CBA nagrywało, a Obajtek nie miał zarzutów, nie toczyło się śledztwo, to dlaczego zachowano taśmy? Czy nie po to, żeby wypłynęły? Jeśli tak, to za atakiem, za wspomnianą przez Obajtka patologią stoi Mariusz Kamiński, nadzorujący wtedy służby. Jeśli pluskwę Obajtkowi założyły nie polskie służby, to dlaczego nasze służby nie chroniły prezesa „strategicznej spółki, największej w Polsce i regionie”? Słów Obajtka i Nistzora nie spreparowano, tym bardziej, że Nisztor, który przyszedł ws. pracy dla rodziny, dostał to czego chciał i żona oraz ojciec pracę dostali.

Nagrania Obajtka są dowodem na patologię w Orlenie, którą traktowano jak spółkę prywatno-partyjną, a jej prezes powinien wytłumaczyć się przed wolnymi i odpolitycznionymi sądami z wielu zarzutów. I nie tylko on. Tym bardziej, że kolejne nagrania wkrótce znowu wypłyną. One zawsze wypływają.

Opinie polityczno - społeczne
Mariusz Janik: Twarz, mobilizacja, legitymacja, eskalacja
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Śląsk najskuteczniej walczy ze smogiem
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: My, stare solidaruchy
analizy
Lewica przed największym wyzwaniem od lat. Przez Tuska straciła powagę
Opinie polityczno - społeczne
Elżbieta Puacz: Od kiedy biologicznie zaczyna się życie człowieka i co to oznacza w kwestii aborcji