Reklama

Kowalski: Kto powinien się wstydzić

Prawda nie leży pośrodku. Trzeba się czasami namozolić, by ją odłupać od interpretacji i fałszu. Tak jest i w przypadku dokumentów z biurka Kiszczaka – pisze publicysta „Rzeczpospolitej".

Publikacja: 21.02.2016 18:04

Kowalski: Kto powinien się wstydzić

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło" – mawiał William Szekspir. Teza ta potwierdza się dziś między Odrą a Bugiem w całej rozciągłości.

Pani Maria Teresa Kiszczak zrobiła dobry początek, czyli – jak teraz określają to (chyba nienawistnie) rządzący Polską – „dobrą zmianę". Czy będzie jeszcze ciąg dalszy? Czy inne panie i inni panowie – żony, córki, synowie oraz bliscy dygnitarzy komunistycznych, najczęściej osadzonych za dawnych lat w „wiadomych resortach", zechcą kontynuować prekursorską strategię odsłaniania kart historii i pokazywania prawdy? Chyba jednak nie.

Może trzeba im jakoś skutecznie pomóc? Padają różne opinie. Jak zwykle jedni są za, inni przeciw. Sporo jest oczywiście też takich, którzy są i za, i przeciw. To często spotykana postawa – ludzie przestają szukać prawdy, bo co im po niej. Nie nakarmi przecież – myślą po cichu. Ale – jak powiedziałby dawny kolega z podstawówki: „Do k... nędzy, ile można żyć w kłamstwie? Dziesięć lat – no może, ale nie ponad ćwierć wieku!".

Prawo dysponuje przecież od setek lat stosowaną na wszystkich kontynentach instytucją przeszukania pomieszczeń. Obowiązujące w przeszłości i obecnie regulacje są podobne. Wystarczy podejrzenie, o które przecież łatwo, i prokurator czy też policja za zgodą sądu albo prokuratora mogą dokonać przeszukania mieszkania, biura, daczy, pałacu, lokalu gastronomicznego itp. Dla pełnej jasności art 219 § 1 Kodeksu postępowania karnego brzmi: „W celu wykrycia lub zatrzymania albo przymusowego doprowadzenia osoby podejrzanej, a także w celu znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie lub podlegających zajęciu w postępowaniu karnym, można dokonać przeszukania pomieszczeń i innych miejsc, jeżeli istnieją uzasadnione podstawy do przypuszczenia, że osoba podejrzana lub wymienione rzeczy tam się znajdują".

Są tacy, którzy nigdy nie powiedzą sobie, że żyli w błędzie, będą niezłomni, niczym gieroje z armii konnej Siemiona Budionnego

Reklama
Reklama

I więcej nie trzeba, choć nawet na to się nie zdobyto po 1989 roku. Na koniec warto sprostować drobiazgi. Teczkę Bolka znaleziono w prywatnym biurku zmarłego oberpolicjanta, a nie w jego szafie czy na pawlaczu. Dlaczego to ważne? Ano dlatego, że w tych sprawach należy zachować szczególną ostrożność i precyzję działania. Reprezentującym wymiar sprawiedliwości należy życzyć powodzenia i wreszcie odwagi w realizacji zadań zwalczania przestępczości polegającej na bezprawnym przechowywaniu dokumentów. To tylko coś na kształt odebrania przestępcy, podczas rewizji w jego domu, obrazu Matejki wyniesionego po cichu z Muzeum Narodowego.

Jak twierdził Józef Mackiewicz, „Tylko prawda jest ciekawa". I warto tą drogą iść. Nie dlatego, że taka piękna, prosta i bez wybojów. Z czystego pragmatyzmu, czyli realizmu politycznego. Tylko po to, by nie tkwić latami w tym samym miejscu, gdyż jest to groźne nie tylko dla gospodarki, ale i społecznych procesów oraz dobra narodowego.

Warto też czasami spojrzeć w lustro. To ostatnie zalecenie dla tych wszystkich współobywateli niedowiarków, którzy i tak nigdy by nie uwierzyli, bo kierują się argumentami w rodzaju: „przecież autorytety głoszą co innego!", „taki mędrzec Europy!", „co na to powie świat?!".

Chodzi też o to, by nie mówiono w kółko: Polak głupi przed szkodą i po szkodzie. Było tyle lat do wykorzystania. Panowie prokuratorzy, jedni larum grają, inni zaś po raz kilkaset któryś zapewniają o swojej czystej przeszłości. Za każdym razem inaczej i ostatnio także już na Twitterze. No cóż, pycha kroczy przed upadkiem. Chyba ostatecznym, choć oczywiście szkoda.

Poza tym – i może właśnie to jest najważniejsze – główni przedstawiciele strony partyjno-rządowej. Okrągłego Stołu już nie żyją. Umowa więc chyba też już nie jest całkiem aktualna, zwłaszcza że odchodzi również „zaplecze społeczne" ówczesnej władzy.

Mam jednak coś na pocieszenie. Gdy pod koniec lat 60. chodziłem do liceum (25 lat po II wojnie światowej), historii uczył mnie w randze wicedyrektora szkoły pewien magister Uniwersytetu Warszawskiego. Udowadniał on nam, młodym wilczkom słuchającym już Wolnej Europy (istniała oczywiście też liczniejsza młodzież konformistyczna, która z zadowoleniem nosiła czasami czerwone krawaty), że nie było żadnego protokołu dodatkowego do układu rozbioru Polski Ribbentrop-Mołotow (okazywał dzieła profesora Włodzimierza T. Kowalskiego na poparcie tej tezy), a w Katyniu znaleziono niemieckie pociski, więc to Niemcy strzelali. Historia lubi się powtarzać.

Reklama
Reklama

Dochodzenie do prawdy to proces, nie nagła iluminacja. Czasami jest on długotrwały, trwa całe lata. Jednym wystarczy obserwacja rzeczywistości i jej ocena, inni muszą przeczytać jakąś książkę, która odkrywa w całej okazałości prawdę. Są też i tacy, którzy nigdy nie powiedzą sobie, że żyli w błędzie, będą niezłomni, niczym gieroje z armii konnej Siemiona Budionnego.

Prawda nie leży pośrodku. Trzeba się czasami namozolić, by ją odłupać od interpretacji i fałszu. Czasami są też wysokie koszty jej poznawania. Wszystko też, niestety, komplikuje ta najbardziej banalna i prostacka polityka „dojutrkowości", dla której koszty się nie liczą. I tym bardziej... cienie prawdy.

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Wiadro z folią nie zastąpi schronu, czyli rzecz o „Poradniku bezpieczeństwa”
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Donald Trump, rozkapryszone dziecko z lotniskowcami
Opinie polityczno - społeczne
Po Trumpie 2.0: dlaczego Polska musi redefiniować relacje z USA
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Make China Great Again
Opinie polityczno - społeczne
Roch Zygmunt: Grzegorz Braun wyrasta z ekonomii III RP. Lider Korony pomoże Donaldowi Tuskowi zachować władzę
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama