Reklama

Grygiel: Strategiczna nagroda

Sojusze, zwłaszcza NATO, są siłą zachodniego porządku politycznego. Nasi rywale – Rosja w Europie i Chiny w Azji – nie mają dziś sojuszników i z geopolitycznego punktu widzenia są w niekorzystnej sytuacji – pisze ekspert ds. bezpieczeństwa.

Publikacja: 04.07.2016 19:22

Jakub Grygiel

Jakub Grygiel

Foto: materiały prasowe

Szczyt NATO w Warszawie jest ważnym przypomnieniem dwóch prostych i podstawowych, choć często zapomnianych, prawd. Po pierwsze, głównym celem sojuszu północnoatlantyckiego jest odstraszanie, a jeśli to konieczne, pokonanie każdego wroga. Po drugie, sam sojusz, jako zbiór państw członkowskich wspólnie podejmujących decyzje, jest właśnie środkiem odstraszającym.

Odstraszanie i obrona

Pierwszy punkt stanowi prawdziwy fundament: NATO jest narzędziem polityki zagranicznej jego członków – nie jej celem. Wyrażanie tych celów lekko różni się w poszczególnych krajach, ale w ogólnym ujęciu można je określić wspólnie jako ochronę suwerenności i bezpieczeństwa poszczególnych państw – członków sojuszu. Cele te także się różnią, ponieważ ocena zagrożenia w danym kraju różni się od tej u pozostałych członków, np. problemy geopolityczne Estonii są inne od tych, które mają Włochy. Ale wszyscy są zgodni, że potrzeba zachowania bezpieczeństwa musi zostać zaspokojona.

Poprzez połączenie sił w NATO oraz podkreślanie ważności obecności USA na europejskiej scenie 28 państw (Czarnogóra będzie 29. członkiem) może realizować cel zachowania bezpieczeństwa. Są oczywiście inne sposoby, by bezpieczeństwo zwiększać, począwszy od rozwijania własnych zdolności obronnych (na przykład francuskie nuklearne force de frappe), a na zawieraniu bilateralnych umów skończywszy. Jednakże NATO było i pozostanie podstawowym narzędziem osiągnięcia bezpieczeństwa dla tych państw.

Bezpośrednim celem NATO nie jest integracja państw europejskich czy umożliwienie im wspólnego ponoszenia odpowiedzialności albo wprowadzanie innowacji technicznych do krajowego przemysłu wojskowego. Są to dodatkowe korzyści, które muszą pozostać wtórne wobec podstawowego zadania NATO, jakim jest odstraszanie i obrona. To proste przekształcenie raison d'etre sojuszu północnoatlantyckiego wydaje się gubić w lawinie nowych inicjatyw i wzniosłych deklaracji liderów politycznych. Wszystkie są one jednak bezużyteczne, wręcz kontrproduktywne, jeśli nie prowadzą do realizacji celu założycielskiego NATO.

Druga prawda warta przypomnienia to ta, że samo istnienie sojuszu jest odstraszaniem. Militarny wymiar odstraszania jest niezbędny, lecz nie może być traktowany jako pewnik. Kraje członkowskie muszą budować i wyposażać w broń swoje wojsko w celu powstrzymania ataku militarnego rywala, którym w przypadku Europy jest Rosja. Muszą być gotowe przeznaczyć odpowiednie środki na wojsko i muszą poważnie przemyśleć swoje inwestycje militarne. Jest tu z pewnością wiele powodów do rozmów i poszukiwania odpowiedzi na następujące pytania: jaki sprzęt kupić, jak z niego korzystać i gdzie go rozmieścić.

Reklama
Reklama

Wartość nadrzędna

Sojusze, a w szczególności NATO, są siłą zachodniego porządku politycznego i gospodarczego. Nasi rywale – Rosja w Europie i Chiny w Azji – nie mają teraz sojuszników i w efekcie z geopolitycznego punktu widzenia są w niekorzystnej sytuacji, pomimo modernizacji sił zbrojnych.

NATO, jak większość sojuszy obronnych, na pewno może zwiększyć potencjał militarny poszczególnych krajów. Może również dostarczyć narzędzia odstraszania, zwłaszcza infrastrukturę jądrową, na której kupienie i utrzymanie większość państw nie może sobie pozwolić.

Ale jest jedna nadrzędna wartość NATO – wartość, o której w szczególności kraje frontowe, takie jak Polska, powinny stale pamiętać – to jest strategiczna głębia członkostwa. Samotny kraj frontowy, zwłaszcza jeśli geograficznie jest niewielki w stosunku do rywala, nie posiada narzędzi niezbędnych do utrzymania i przegrupowania sił w przypadku ataku wroga. To sojusz zapewnia temu państwu wspomnianą głębię członkostwa – swego rodzaju cenną strategicznie nagrodę, która powinna być szanowana nawet przez tych, którzy chcą utrzymać bezpieczeństwo i suwerenność najsłabszych członków NATO.

Należy więc pamiętać o tych dwóch prostych prawdach. Dyskusje na temat określonych obszarów polityki, brak zgody w poszczególnych programach wojskowych, różnice progów finansowych, a nawet kłótnie polityczne dotyczące tego czy innego rządu będą zawsze obecne w państwach NATO. Nigdy nie powinny jednak przesłaniać celu istnienia NATO (odstraszania i obrony) oraz korzyści, jakie niesie on krajom frontowym.

Autor jest ekspertem ds. bezpieczeństwa w amerykańskim think tanku Center for European Policy Analysis, wykładowcą na uniwersytecie Johnsa Hopkinsa

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Donald Trump, rozkapryszone dziecko z lotniskowcami
Opinie polityczno - społeczne
Po Trumpie 2.0: dlaczego Polska musi redefiniować relacje z USA
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Make China Great Again
Opinie polityczno - społeczne
Roch Zygmunt: Grzegorz Braun wyrasta z ekonomii III RP. Lider Korony pomoże Donaldowi Tuskowi zachować władzę
Opinie polityczno - społeczne
Ursula von der Leyen dla „Rzeczpospolitej”: Współpraca UE–Mercosur wzmacnia Europę w niestabilnych czasach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama