D
rogi Robercie, tym razem wakacyjne losy rzuciły mnie na Podkarpacie. Podkarpacie, to wiesz, stolica Rzeszów, pomnik największej waginy świata, zwany, nie wiedzieć czemu, pomnikiem czynu rewolucyjnego. Z Rzeszowa był zespół Wańka Wstańka, którego lider, Bufet, w czasach naszego dorastania śpiewał, że najlepsze piwo to leżajski full, choć mi przez lata się zdawało, że śpiewał - i że powinno być - „leżański". Jak gdański.
S
kądinąd to nie Bufet tę waginę zaprojektował, tylko, jak wszystkie Leniny w PRL, prof. Konieczny Marian. Teraz czytam, że Bufet jest aresztowany za udział w stręczycielstwie, razem ze znanym bokserem i kilkoma nieznanymi niebokserami. Coraz mniej postaci z naszego dzieciństwa można spotkać na ulicy. Albo ktoś nie żyje, albo go aresztowali.
A
le generalnie Podkarpacie nawet bez tych kilku zamkniętych agencji jest urocze i wbrew temu, co się sądzi, nie jest tu wcale biednie. Było biednie, ale z biedy masa ludzi wyemigrowała do Ameryki i zrobiło się zamożniej. To zresztą dobry pomysł na podniesienie bogactwa kraju - wygnać biedaków.
S
am jeszcze parę osób bym stąd wygnał. Na przykład tych, którzy sprzedali mi samolot do sklejania. Ponieważ większość dzieciństwa spędziłem na sklejaniu modeli (potem super się paliły, spadając z balkonu), pomyślałem, że tą samą pasją do lotnictwa zarażę syna. Zresztą Krosno ma wspaniałe lotnicze tradycje. Lądowali tu Mussolini i Hitler. Kupiłem więc samolot. Ale nie od nich, tylko w sklepie.
W
pudełku nie ma kleju. Poszukiwanie kleju w garażu. Jest jakiś, ale nic nie leci. W instrukcji słowo „przyrząd" widnieje jako „przyżąd". Patrzę na cenę. 11 złotych. Zgadza się. Patrzę na instrukcję - nic się nie zgadza. To zresztą jakiś fenomen, czasem zdarza mnie się coś złożyć, ale ni cholery nigdy nie potrafię zrozumieć instrukcji. Tym razem również.
D
ziecko patrzy na mnie z nadzieją. We mnie szał narasta. Na razie przekleństwa są niesłyszalne dla otoczenia. To co ma ze sobą skleić nieklejący klej, wcale się ze sobą nie styka. No tak, 11 złotych...
W
końcu odwracam uwagę bachora inną zabawą, krzywy samolot cały oklejony i obświniony białym klejem próbuje krzywo zastygnąć. Następnego dnia, nawet nie startując, od razu ląduje w koszu. Zabiję nie tylko sprzedawcę, ale i autora instrukcji.
C
iekawe, jak tu jest czysto. Galicyjski porządek. Jakiś płotek, kwiatki, wszędzie warczą kosiarki. Wspominam dzieciństwo w zaborze rosyjskim, to znaczy zaboru już nie ma, ale wpływy pozostały. O krzywy płot opiera się tam do dziś wszystko, co może się przydać: szkielet spalonego junaka, zielony błotnik od warszawy, dziurawa rura od parnika. Słowem, najpotrzebniejsze rzeczy. Tu nie. Wszystko zadbane, tylko wśród tych zadbanych domów wiją się drogi jak z Mołdawii. Złą drogą dojeżdża się na rynek w Krośnie, a tam nowe Centrum Dziedzictwa Szkła. Dwaj hutnicy na naszych oczach robią wazonik. Spokojnie można by to pokazywać w cyrku zamiast tych nudnych, biegających w kółko koni.
L
udzie mówią, że nie wiedzą z naszych listów, kto do kogo pisze. No jak to, przecież ja do Ciebie, nie? I wszystko podpisane. Pozdrawiam gorąco, mam dla Ciebie w prezencie samolocik do sklejania, bo kupiłem dwa.
Twój Robert