Senator niezależny Kazimierz Kutz postanowił zdradzić polski parlament i wesprzeć partię Janusza Palikota w wyścigu do PE.

Wykazał się przy tym niezwykłą wiedzą na temat tej instytucji. – W jakiej frakcji pan będzie? – zapytała go w poniedziałek rano Monika Olejnik w Radio Zet. - W to jeszcze się nie wgłębiałem specjalnie, to jest zresztą moim zdaniem mało istotne – odparł Kutz, zdradzają się absolutną nieznajomością pracy PE. W Europarlamencie bowiem przynależność do frakcji jest niezwykle istotna, wszystko – od członkostwa komisji po czas występów na mównicy – związane jest z parytetem frakcyjnym. A

Ale nie kompetencja, lecz chęć szczera zrobi z ciebie... europosła.

Kazimierz Kutz bowiem nie będzie reprezentował Polskę, lecz Śląsk. - Ja jestem w gruncie rzeczy delegatem, tak jak tu jestem niezależnym, Górnoślązaków – tłumaczył dalej senator Kutz redaktor Monice Olejnik.

Olejnik pyta więc Kutza, czy zgadza się ze słowami Szczepana Twardocha, który po wyroku Sądu Najwyższego, który odmówił rejestracji organizacji osób narodowości śląskiej, tłumacząc, że Ślązacy nie są osobnym narodem, powiedział „pierd... się, Polsko".

– Absolutnie! – odpowiada Kutz.

I tłumaczy, że jak sam zareagował na wyrok: - I ja, tak jak powiedział mój kolega młodszy, to co pani nadmieniała, ja wtedy, wkurwiony powiedziałem, że lepiej być łajnem na patyku niż Górnoślązakiem w Polsce.

Czytaj więcej

Cyfrowa zmiana w nabywaniu samochodów

Dlaczego? Bo Polska polityka wobec Śląska jest straszna. - Dlatego, że to jest kontynuacja polityki Bismarcka, przedwojennej polityki, nie jest w polityce, że Ślązacy są, daje im się obywatelstwo i mają cicho siedzieć.

Nie wiem, co Kazimierz Kutz będzie robił w Parlamencie Europejskim jak zdobędzie mandat. Wiem jednak, że będzie bardzo ciekawie.

Wszystkie cytaty za radiozet.pl