Ojciec Ludwik Wiśniewski od jakiegoś czasu prowadzi nasiloną działalność publicystyczną, w ramach której przedstawia zarys nowej teologii i nowego duszpasterstwa, z katolicyzmem mający już coraz mniej wspólnego. I choć robi to w postaci pytań (co nieustannie podkreślają jego apologeci), to nasuwa się wniosek, że są one tak formułowane i tak podawane do wiadomości, by niezbyt biegli w sprawach teologicznych czytelnicy zmuszeni byli odpowiedzieć, że każde inne niż ojca Wiśniewskiego podejście do kwestii Komunii Świętej dla osób w związkach niesakramentalnych nie ma nic wspólnego z Ewangelią, a jest sekciarstwem. Dominikanin proponuje także, by normy moralne Kościoła (także te, które sformułował sam Jezus Chrystus) uznać za niepotrzebne „budowanie płotów oddzielających grzeszników od Kościoła".
Nadgorliwcy i fanatycy?
Kłopot z tymi pytaniami, które w istocie przybierają charakter orzeczeń, jest tylko taki, że sam ojciec Ludwik odrzuca – już przez sam fakt ich wyartykułowania – katolickie nauczanie. I nie chodzi tu o treści sformułowane przez „nadgorliwych teologów" – jak był łaskaw dominikanin określić obrońców ortodoksji – ale o to, co zostało wyrażone zupełnie wprost przez samego Jezusa Chrystusa. Zakaz rozwodów i ponownych małżeństw czy związków rozwiedzionych nie został bowiem wprowadzony do katolickiej moralności przez nadgorliwców i fanatyków, lecz przez Zbawiciela.
„Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Łk 16,18) – stwierdza zupełnie wprost Jezus. I dokładnie w ten sam sposób sprawę stawia św. Paweł Apostoł: „żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony" (1 Kor, 7,10-11).
Od czasów Jezusa, w związku z Jego jednoznacznie brzmiącymi słowami, rozwód i ponowny związek traktowany był jako cudzołóstwo. Kościół katolicki przez wiele wieków opierał się naciskom władzy (najpierw rzymskiej, a później także choćby angielskiej), która chciała od niego akceptacji związków niesakramentalnych. Wielu męczenników (by wymienić tylko św. Jana Chrzciciela i św. Tomasza Morusa) oddało życie w obronie małżeństwa i jego trwałości. Teraz tę trwałość próbuje swoimi populistycznymi pytaniami zanegować ojciec Ludwik Wiśniewski.
Wystawieni na spalenie
I niech nas nie zwiodą zapewnienia dominikanina, że oczywiście taki związek osób rozwiedzionych jest grzechem i że chodzi tylko o to, by pomóc ludziom wyjść z trudnej sytuacji, jaką jest oddzielenie od Boga. Gdyby tak było, to ojciec Wiśniewski nie proponowałby rozwodnikom w związkach cywilnych czy nieformalnych przystępowania do Komunii Świętej. Dlaczego? Bo wiedziałby, że przystąpienie do Komunii Świętej w stanie grzechu ciężkiego (a tym jest cudzołóstwo), gdy nie spełniło się warunków ważnej spowiedzi (a jednym z nich jest postanowienie poprawy, czyli właśnie wyjście z grzesznego związku lub przynajmniej decyzja o życiu w czystości), stanowi świętokradztwo, które zaprowadzić może osoby takie do piekła.