[b]Rz: Pewnie ma pan sporą satysfakcję, że firma, którą pan współtworzył 19 lat temu, warta jest dziś ponad 1 mld zł?[/b]
Wiesław Rozłucki: Oczywiście, tylko żałuję, że nie mam w tym finansowego udziału. 20 lat temu nie było chętnych na wyłożenie pieniędzy. Skarb Państwa wydał w dzisiejszych złotych 10 – 11 mln.
[b]Ale teraz może się pan finansowo zaangażować w prywatyzację giełdy, bo właśnie ruszyły zapisy na akcje. Myśli pan, że to będzie dobra inwestycja?[/b]
Sądzę, że należy kupić akcje warszawskiej giełdy. W dłuższym terminie powinny dać zarobić, bo dotychczas tak było, więc dlaczego nagle miałoby się to zmienić.
Chciałbym też nieśmiało zaakcentować w pewnym sensie obywatelsko-inwestorski obowiązek zainwestowania w akcje firmy, dzięki której sporo osób zarobiło pieniądze.
[b]Gest patriotyczny? Ale czy to wystarczy, przecież inwestorzy lubią zarabiać konkretne pieniądze.[/b]
Rzeczywiście, ale przecież ten maksymalny pułap, na jaki mogą się zapisać inwestorzy indywidualni, czyli 100 akcji (warte ok. 4000 zł), to przecież nie są wielkie pieniądze. Myślę, że giełda, jeszcze raz powtarzam, da zarobić, natomiast czy natychmiast, tego nigdy nie wiemy. Sam zdecydowałem się kupić.
[b]Czy nosi pan jeszcze czasem czerwone szelki maklerskie?[/b]
Tak, mam je. Noszę tylko na specjalne okazje. I pamiętam, że taką okazją było przeniesienie parkietu ze starego do nowego budynku.
[b]Czy 9 listopada, kiedy będzie debiut Giełdy Papierów Wartościowych, założy je pan?[/b]
Nie myślałem o tym jeszcze, ale się zastanowię.