Pasażerów nie zniechęciła też czarna seria katastrof, samoloty są wypełnione do ostatniego miejsca. Porty lotnicze notują dwucyfrowe zwyżki przewozów, a tania ropa napędza zyski przewoźników, którzy zachęceni wynikami otwierają coraz więcej nowych połączeń.
Rynek podniebnych podróży w coraz większej części należy do tanich linii. Na 15 najbardziej ekspansywnych światowych przewoźników tylko czterech to linie tradycyjne. Pozostałe to właśnie low costy. Niekwestionowanym królem podboju nieba jest oczywiście irlandzki Ryanair, który tylko w tym roku uruchomi niemal 70 nowych połączeń!
Również nad Wisłą pasażerów samolotów przybywa lawinowo. W tym roku z polskich lotnisk uruchomionych zostanie 20 nowych tras. I tak jak w całej Europie, także u nas przyrost ten w głównej mierze wygenerują tanie linie. Polacy latają coraz częściej już nie tylko do pracy na Wyspy Brytyjskie. Linie dostrzegają też nasz rosnący apetyt na na wypoczynek na południu Europy. Coraz chętniej poruszamy się też samolotami po kraju, zamiast jeździć samochodem czy pociągiem.
W tym całym lotniczym hurraoptymizmie warto pamiętać o ciemnej stronie lowcostowej dominacji. Już nieraz zdarzało się, że choćby taki Ryanair potrafił bezwzględnie dyktować warunki lokalnym portom lotniczym. Grożąc zamknięciem tras, twardo rozmawiał z włodarzami w Maroku. Podobnym szantażem wymuszał niższe opłaty lotniskowe na Cyprze. Wszyscy pamiętamy, jak podwarszawski port w Modlinie, mając przed oczami widmo bankructwa, był zdany na negocjacje z rozkapryszonymi Irlandczykami.
Warto, żeby o tym pamiętali zwłaszcza samorządowcy, którym marzy się lotnisko w każdym powiecie.