Kiedy zobaczyłem jej pierwszą wersję od razu wiedziałem, że to inicjatywa młodych ludzi, dla których historia Legii zaczęła się w dniu, gdy pierwszy raz poszli na stadion, czyli niedawno. Na szczęście już przede mną jakiś zgred musiał im zwrócić uwagę, że błądzą i na liście pojawili się wielcy gracze z epoki przed Dicksonem Choto i Stanko Svitlicą.
Wśród bramkarzy nie może zabraknąć Edwarda Szymkowiaka i Macieja Szczęsnego, wśród obrońców - Henryka Martyny, Henryka Grzybowskiego, Jerzego Woźniaka, Jacka Gmocha, Pawła Janasa, Stefana Majewskiego, Władysława Stachurskiego, Dariusza Wdowczyka, Dariusza Kubickiego. Ulubieniec młodych Dickson Choto to przy większości z nich trampkarz a Jakub Rzeźniczak - junior.
Danijel Ljuboja i Stanko Svitlica to w stuletniej historii klubu niewiele znaczące epizody. Wojciech Kowalczyk może być brany pod uwagę w kategorii: największe warszawskie talenty, razem ze Stanisławem Terleckim i Romanem Koseckim.
Należy się też honorowe miejsce genialnemu dryblerowi z Koszalina Mirosławowi Okońskiemu i na pewno piłkarzowi, który był jednym z najlepszych w historii polskiego futbolu - Ernestowi Polowi, choć on nie przybył do stolicy z własnej woli, a potem wrócił na swój Śląsk. Z nim, Edmundem Kowalem (zdaniem Lucjana Brychczego to największy talent, jaki urodził się w Polsce) i Henrykiem Kempnym Legia zdobyła w latach 1955 - 1956 swoje pierwsze tytuły mistrzowskie. A jest jeszcze przedwojenny skrzydłowy, ulubieniec kibiców Witold Wypijewski, wierny Legii przez 12 lat.
Zdaję sobie sprawę, że takie „11" wszech czasów to zabawa, w której bierze się pod uwagę nie tylko sukcesy drużyny, ale także sympatie oraz wspomnienia i czasami sztucznie przesuwa się graczy z formacji do formacji, żeby zrobić miejsce innym. To jest dopuszczalne jeśli ma sens. Brychczy był równie dobrym napastnikiem jak i pomocnikiem, Pol też.