Zacznijmy od tego, co wiemy. Rachunki PKB publikowane są w cyklu kwartalnym, a wyniki ostatniego kwartału 2021 poznamy dopiero za miesiąc. Teoretycznie więc nie powinniśmy jeszcze znać wyników całorocznych – tym bardziej że czwarty kwartał odpowiada zawsze za nieproporcjonalnie dużą część produkcji realizowanej w ciągu roku.

Mimo to od lat GUS prezentuje w końcu stycznia pierwsze przymiarki do wyników całorocznych, oparte na częściowych danych. Zazwyczaj nie różnią się one zbytnio od tego, co jest publikowane później, zwłaszcza informacja o tempie wzrostu PKB. Jeśli GUS jest szczególnie niepewny części swoich obliczeń, woli ich nie pokazywać.

I tak na przykład w tym roku, w odróżnieniu od lat ubiegłych, z prezentacji zniknęły informacje na temat całej akumulacji, a więc sumy inwestycji i przyrostu zapasów.

Są tylko inwestycje.

Nie ma publikacji – nie ma informacji. Takie było od lat stanowisko GUS. Tyle że jeśli w zestawieniu podaje się sumę dwóch składowych oraz wartość jednej z nich, bez kłopotu można sobie wyliczyć drugą (pamiętam pewnego prezesa GUS, który oficjalnie stwierdził, że nikomu nie wolno tego robić... ha, ha, ha). Tak samo jak na podstawie szacunków rocznych i znanych już danych z pierwszych trzech kwartałów osoby znające się trochę na ekonomii (i na Excelu) bez większych kłopotów mogą wyliczyć, jak wyglądają wstępne dane na temat czwartego kwartału, które urząd statystyczny ostatecznie ogłosi dopiero za kilka tygodni.

A są to dane zdumiewające. Owszem, PKB wzrósł o około 7 proc., głównie dzięki świetnym wynikom przemysłu, więc jest się z czego cieszyć. Niestety, znacznie mniej radości przynoszą inne, pokazane przez GUS (albo niepokazane, ale możliwe do wyliczenia) dane.

Mieliśmy więc w ostatnim kwartale 2021 roku silne tempo wzrostu spożycia, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Mieliśmy też pewną poprawę w inwestycjach, choć w skali całego roku pozostają one (w relacji do PKB) na poziomie najniższym od 30 lat. Mieliśmy wyraźne pogorszenie wyników salda handlu zagranicznego (co nie dziwi przy wysokim wzroście popytu). Najbardziej zdumiewająca jest jednak dana, którą GUS wstydliwie ukrył, zmieniając tradycyjny sposób raportowania. Informacja na temat wzrostu zapasów. W czwartym kwartale mieliśmy gigantyczny wzrost zapasów, odpowiedzialny za większość całego wzrostu PKB (niemal 4 pkt proc.). Był to wzrost kilkakrotnie większy niż obserwowany w normalnych czasach.

Czyżby Polacy robili zapasy szampana, by uczcić nadchodzący Polski Ład, koniec kryzysu i perspektywę szybkiego rozwoju? Niekoniecznie, raczej wygląda na to, że firmy robiły zapasy, obawiając się nadchodzących przerw w dostawach, dostawcy energii przezornie wypełniali magazyny surowcami, a ludzie robili zakupy, obawiając się dalszego wzrostu cen.

Tak niezdrowego wzrostu popytu nie da się długo utrzymać.

Z podgryzanym przez inflację spożyciem, z pogarszającymi się z miesiąca na miesiąc wskaźnikami nastrojów konsumentów i firm, z brnącym w coraz większe kłopoty budżetem, ze zbyt niskimi inwestycjami i problemami ze znalezieniem pracowników, z coraz bardziej realnym ograniczeniem napływu funduszy unijnych, oczekujmy w kolejnych kwartałach systematycznego wyhamowywania gospodarki. Niewykluczone, że czwarty kwartał 2021 r. okaże się, na długi czas, ostatnim okresem wysokiego tempa wzrostu polskiego PKB. ?

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula