Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową
Dwa kolejne miesięczne komunikaty GUS w sprawie produkcji przemysłu rozczarowały komentatorów. Powodem rozczarowań był zarówno stosunkowo niski wzrost produkcji, jak i fakt, że był on niższy od tzw. oczekiwań rynku.
W komentarzach dziennikarzy i niektórych ekonomistów można było usłyszeć opinie o załamaniu się gospodarki i o nadchodzącej katastrofie. O ile dziennikarze lubią podawać złe informacje i mają skłonność do ich wyolbrzymiania, o tyle pesymizm ekonomistów jest już dla mnie mniej zrozumiały.
Głębsza analiza pokazuje, że szerzenie atmosfery klęski gospodarczej wynika z powierzchownego spojrzenia na informacje statystyczne o przemyśle. Ale sytuacja przemysłu w czerwcu i lipcu nie daje powodów do niepokoju.
Po pierwsze, w ubiegłym roku, szczególnie w czerwcu, wzrost produkcji był rekordowy, a główny „niepokojący" wskaźnik mówi o wzroście w okresie rocznym. Mieliśmy zatem wysoki punkt odniesienia. Po drugie, w obu miesiącach po eliminacji wahań sezonowych wzrost produkcji wyniósł około 4,5 proc., czyli nie był najgorszy. W lipcu największe spadki zanotowano w produkcji napojów i wydobyciu węgla. Przemysł przetwórczy zachował się znacznie lepiej niż górnictwo. Po trzecie, w Polsce nastała moda na nowe kryterium oceny gospodarki – nadmiernie mechanistyczne. Zarzucono niemal oceny obiektywne. Ważniejsze dane GUS są konfrontowane z tzw. oczekiwaniami rynku. Jeżeli „oczekiwania" są lepsze od danych GUS, mamy klęskę, jeżeli gorsze, jest wspaniale. Oczekiwania rynku są średnią z ankietowania kilku, czasem kilkunastu bliżej nieokreślonych analityków.
Po czwarte, często zapomina się, że wzrost gospodarczy faluje i nigdy nie jest monotoniczny. Czy miesięczne odchylenia od trendu w dół oznaczają od razu klęskę, a miesięczne odchylenia w górę są powodem do euforii? Zbyt często popadamy ze skrajności w skrajność.
Na koniec pamiętajmy, że wchodzimy powoli w erę postindustrialną i musimy przyzwyczajać się do malejącego udziału przemysłu w PKB. Moim zamiarem nie jest odbieranie przemysłowi ogromnego znaczenia w gospodarce, lecz przypomnienie o tym niezauważalnym na co dzień procesie. Koniunktura w przemyśle długo jeszcze będzie istotnym czynnikiem zmian PKB.