Trzeba przyznać, że są to zwyczaje nieco odmienne od powszechnie uznanych.
Podczas niedawnej wizyty delegacji polskich przedsiębiorców w Izraelu pani minister zaczęła ustawiać agendę, choć o to żaden ze współorganizatorów imprezy – ani Pracodawcy RP, ani Stowarzyszenie Przemysłowców Izraela – jej nie prosił. No, ale od dawna wiem, że przecież urzędnicy lepiej się znają na biznesie od reprezentantów środowisk biznesowych.
Tym razem MSZ zwróciło się do mnie o wytypowanie szefa placówki dyplomatycznej, który szczególnie przysłużył się polskim firmom za granicą. Zwycięzca w listopadzie otrzyma statuetkę i nagrodę finansową. Poproszono mnie o przedstawienie kandydatur. No i do tego momentu wszystko jest jak najbardziej niezaskakujące. Ale spójrzmy na koniec listu pani wiceminister: „w naszej ocenie aktywność i zaangażowanie w tym obszarze wykazali ambasadorowie w Brazylii, na Białorusi, w Chile, Iranie, Kanadzie, Rumunii i Singapurze". Tak więc jest wolny konkurs, a na końcu wskazówka, na kogo głosować. Wskazówka ze strony organizatora, przekazana oficjalnie, bez żadnego skrępowania. Przyznaję, wiele widziałem, ale to zrobiło na mnie wrażenie. Nawet kiedy gangsterzy w USA ustawiali walki bokserskie, to robili to po cichu.
Czy gdyby pani Kacperczyk została szefową Państwowej Komisji Wyborczej, to też kazałaby wieszać w lokalach wyborczych informację: „Szanowny Wyborco, masz wolny wybór, ale PKW rekomenduje ci głosowanie na kandydata X lub ewentualnie kandydata Y"? A może pani minister powinna zostać szefową totolotka? Tylko wyobraźmy sobie taki komunikat: „Szanowni Państwo, sugerowane przez Totalizator Sportowy wyniki jutrzejszego losowania to...". Wyścigi konne, Komitet Noblowski, jurorzy „Tańca z gwiazdami" i wyborów Miss Polonii, wszyscy oni mogliby wziąć przykład z pani Kacperczyk, pozbawiając głosujących tej drażniącej niepewności co do wyniku.
Tyle że ja osobiście nie chcę głosować na kandydatów, których pani Kacperczyk ustawiła już w roli zwycięzców, bo z całym szacunkiem dla zasług tamtych, dobrych dyplomatów, nagrodziłbym ambasadora w kraju, który jest kluczowy dla naszej gospodarki. Nagrodziłbym człowieka, który wychodzi biznesowi naprzeciw i nie boi się mierzyć z zagadnieniami kontrowersyjnymi. Takiego, który sam podejmuje inicjatywy, zamiast na nie czekać, i robi to kompleksowo, z wizją na przyszłość, ale wizją opartą na ciężkiej pracy i racjonalnych podstawach. Cóż z tego, skoro szanse ma małe, bo nie ma go wśród osób, które MSZ umieścił na ściągawce?