Reklama

Po aptekach uregulujcie pizzerie

Czy właścicielem przedsiębiorstwa produkującego autobusy musi być zawodowy kierowca, linii lotniczych – pilot, a kopalni – górnik? Część posłów PiS tak właśnie uważa. Zgodnie z poselskim projektem nowelizacji prawa farmaceutycznego nowe apteki mogliby otwierać tylko farmaceuci.

Publikacja: 23.01.2017 19:39

Po aptekach uregulujcie pizzerie

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Oczywiście na aptece sprzedającej leki ciąży większa odpowiedzialność niż na sklepie meblowym czy ze sprzętem RTV. Ale przecież nie musi sprzedawać leków sam właściciel, robią to jego pracownicy z odpowiednimi uprawnieniami.

Zasada „apteka dla aptekarza" ma uderzyć w dominację dużych sieci. Tyle że udział w rynku dziewięciu największych z nich wynosi zaledwie 14 proc. Do dominacji więc bardzo daleko.

Rzeczywiście wiele aptek w Polsce znajduje się w trudnej sytuacji, bo rynek jest mocno nasycony. Ale ingerencja państwa w jego strukturę własnościową to rzecz niedopuszczalna. Tym bardziej że jeśliby do tego doszło, szybko dałyby o sobie znać sposoby obchodzenia nowego prawa, pojawiłyby się tzw. słupy.

Na to, że inicjatywa rządu ma tylko zabetonować rynek apteczny i służyć pewnej grupie osób (efekt lobbingu?) wskazują też inne proponowane zapisy. Jedna spółka mogłaby być właścicielem maksymalnie czterech punktów sprzedaży. Mogłyby one powstawać tylko wtedy, gdy na aptekę w województwie przypada więcej niż 3 tys. osób. Dlaczego akurat tyle, trudno dociec.

Apteczny pomysł posłów to kolejny przykład siania niepewności na rynku, co jest już przekleństwem naszej gospodarki i przyczyniło się do spadku inwestycji firm. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji odpowiadający za gospodarkę wicepremier Mateusz Morawiecki skrytykował szykowaną „reformę", a krytyczne opinie wydały UOKiK, PAIiIZ i organizacje przedsiębiorców. Ci ostatni wiedzą dobrze, że jeśli się uda z aptekami, to kolejne mogą być nawet restauracje.

Reklama
Reklama

Może kiedyś lobby naleśnikarskie uzna, że za dużo wokół restauracji Pizza Hut i namówi posłów, by utrudnili ich rozwój. I zapisać w ustawie, by najbliższy taki lokal stał nie bliżej niż 10 km od centrum miasta, a właścicielem był tylko dyplomowany kucharz. W dodatku po italianistyce.

Opinie Ekonomiczne
Marcin Mazurek: Powell się stawia, a to wywraca stolik
Opinie Ekonomiczne
Od gospodarki nadmiaru do gospodarki umiaru
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Limes inferior po polsku. Niepokojące zjawisko na rynku pracy
Opinie Ekonomiczne
Prof. Sławiński: Papierowe zyski i straty banków centralnych
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: Rosjanie znaleźli „miękkie podbrzusze” Polski
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama